wtorek, 13 stycznia 2015

✍ Wasted


OLIVIER QUEEN
33 lata
zajmuje się wszystkim, naprawdę wszystkim

Jedno marzenie jest ok, dwa, to dużo, a dziesięć, to już tłum. A w tłumie bardzo łatwo się zgubić. Nie można być biznesmenem, żeglarzem i malarzem w jednym. Samotnikiem i ojcem trójki dzieci.Trzeba podjąć decyzję, albo do końca życia męczyć się w swoim niezdecydowaniu.
Po jednej stronie szali są marzenia, a po drugiej - pieniądze. Szala nieustannie zmienia swoje położenie, obracając hierarchię wartości do góry nogami. To bardzo, ale to bardzo niestabilny ląd. Trzeba wybrać; Olivier postawił na  pieniądze. Czasem ktoś ma wpływ na podjęte przez nas decyzje. W przypadku Oliviera, była to piękna blondynka, z rozkoszą obcałowująca jego szyję"Tak będzie lepiej, Olivier. Lepiej dla nas obojga."
Dla nas obojga. Myślał, że nie istnieje żadne "my".
Praca, praca, praca, pracuj synu, osiągniesz coś w życiu, pracuj, nie możesz być przeciętny, jak reszta, syneczku, kiedyś mi podziękujesz za każde uderzenie pasem. Docenisz trud, który włożyłem w twoje wychowanie.
Czyżby dostał pierwszą okazję do... normalności? Założenia rodziny, prozaicznego szczęścia wynikającego z jej bliskości, wspólnych śniadań, pocałunków na dobranoc? Chciał ją pokochać. Nie wierzył w miłość, ale patrząc w jej oczy, widział siebie.
Dziś na powrót tęskno mu do samotnego trybu życia. Maluje morza, statki, ucieka w świat malarstwa, zupełnie odtrącając rzeczywistość. Śni o morskich żeglugach, długich, niekończących się podróżach. Budzi się czując jeszcze powiew morskiej bryzy na twarzy, po czym uświadamia sobie, że jego łóżko znów jest puste. Nie śmie już nawet pytać dlaczego?






_________
karta słaba jak moje żarty
kto zna, ten wie

69 komentarzy:

  1. [ Ja tam twoje żarty lubię. To co zaczynamy? Pomysł mam taki prosty na początek żeby Saphe wpadła do niego i zaczęła gadać czego to ta jego żona nie robi i że jest zła i takie tam... Co ty na to? ]

    Saphee

    OdpowiedzUsuń
  2. [Możemy spróbować, co nam szkodzi :D]

    Lance

    OdpowiedzUsuń
  3. [Myślenie? Piątek wieczór? Niemożliwe! :P
    Dziękuję za powitanie. Oczywiście jestem chętna do wątku. Pomysł.... pewnie jakiś w końcu przyjdzie, prawda? :P]
    Ayla

    OdpowiedzUsuń
  4. [ No ba, że zacznę lamo ;p ]

    Saphe była zła. I to jeszcze bardziej niż zazwyczaj. A powodem jej złości była oczywiście żona jej przyjaciela, oficjalnie szefa tego cyrku.
    No coś podobnego. Ten człowiek wszystko widzi, ale czynów swojej żonki to już nie. Toż to cały cyrk o tym huczy i wszystko wie, a ten biedak zdaje się tego nie dostrzegać. Ani czynków żonki ani potężnych rogów wyrastających z jego głowy. To było straszne dla Saphe. Kiedy widziała co wyprawia jego żona. Ciągle próbowała mu tłumaczyć i mówić, a on... Po nim spływało to jak woda. To też ją bolało. Czasami się zastanawiała czy on tak tego specjalnie nie robi...
    Wkroczyła na jego teren zupełnie bez zapowiedzi.
    - Olly! Nie ciężko ci z tymi rogami ? - uśmiechnęła się lekko. - Wiesz co robi teraz twoja żona? Ona jest niemożliwa. No zgaduj. Zgaduj co znów ta twoja kochana żonka wyprawia. Bo ja już nie mam siły. - wzruszyła ramionami. Była w normalnym ubraniu. Prostej niebieskiej sukience. Żadnych cekinów czy pończoch. A i tak robiła wrażenie.

    Saphe

    OdpowiedzUsuń
  5. - A ty jak zwykle jak ten kozioł ofiarny i potulny baranek zamiast być mężczyzną doprowadzić żonę do porządku albo najlepiej... Wykopać ją ty sobie siedzisz spokojnie marzysz i herbatę proponujesz. - podrapała się po głowie. - Ty też znasz moje zdanie. Mam nadzieje że kiedyś będziemy tego samego zdania co do twojej... Żony. - powstrzymała się od użycia mniej kulturalnego słowa. - Ta herbata zawsze chętnie. - dodała siadając na biurku. Nie lubiła jego żony nie dla tego że była niemalże tak samo władcza jak Saphe czy dumna jak jakiś paw. Nie. Ona nie lubiła jej bo była jak zgniłe jabłko. I w dodatku zdradzała jej przyjaciela. A to... Zdrada może być najgorsza. Przez nią ludzie robią różne rzeczy Saphe o tym wiedziała. Zbyt dobrze wiedziała.
    - Co malujesz? - zagadnęła. - Czemu nie chcesz mi wierzyć, Olly? - spytała pod nosem kopiąc nogą w biurko.

    Saphe

    OdpowiedzUsuń
  6. [Brak pomysłów tak bardzo bolesny. Pomyślałabym tu nad relacjami, w końcu Oliver jest pracodawcą Aarona i może poszłabym tu w kierunku przeszłości mojego chłoptasia *myśli* Koniec końców jakoś musiał się znaleźć pod dachem namiotowym tego cyrku ;)]

    Lance

    OdpowiedzUsuń
  7. [Również witam ;3 nie każdy się czuje w męsko męskich, więc nic na siłę :)]

    ice

    OdpowiedzUsuń
  8. Layla poddała się nastrojowi większości i ciężko pracowała w ostatnich dniach. Przygotowywała sobie choreografię pod konkretną muzykę. Łączyła przy tym różne style i bardzo obawiała się, że może coś nie wypalić - dosłownie. Miała nowe poi poi i choć oswoiła się już z ich ciężarem, długość była idealna, to końcówki miały inny materiał niż ten, do którego była przyzwyczajona. Podobno miały się dłużej palić... Ktoś z obsługi niestety przygotował je już wcześniej i Layla nie miała okazji zobaczyć jak były nasączane. Kiedy je podpaliła i zaczęła kręcić, niespodziewanie buchnęły tak silnym płomieniem, że zapaliła się od nich bluzka na plecach dziewczyny. Od razu upuściła poi poi na piasek i ściągnęła z siebie płonącą bluzkę, żeby ją ugasić. Działa pod wpływem adrenaliny i niewiele czuła. Nosiła ubranie z naturalnego tworzywa, żeby w razie problemów nie roztopiło się na skórze, przyklejając się do ciała. Oczywiście na występy miała specjalne ubranie, ale nie lubiła zakładać ich do ćwiczeń.
    Nie spodziewała się, że jej plecy wyglądają tak źle, ale ktoś zauważył sytuację i od razu wezwał lekarza. Dopiero po jakiś czasie dostała gorączki, kiedy już leżała w łóżku na brzuchu i dotkliwie odczuwała konsekwencje wypadku.
    Dziwiła się, kiedy usłyszała czyjś głos i nie był to Lance. Zmusiła się do otworzenia oczu.
    - Jakby mi ktoś tam cytrynę wycisnął.... - wymamrotała. - Dziękuję - dodała szeptem.
    Laya

    OdpowiedzUsuń
  9. - Nie przeszkadza mi ani stara rozklekotana przyczepa, ani ten koczowniczy tryb życia. Gdyby przeszkadzało nie zostałabym cyrkowcem. Ale muszę się zgodzić. To całkiem ładne marzenie. - uśmiechnęła się. - A ja wierze, że i bez tej... - tu powstrzymała się - Sam byś do tego doszedł. Jesteś cudownym człowiekiem.- Tak cudownym i bez skazy, że niczego nie dostrzegasz dodała w myślach. Było jej smutno. Mimo jej prób nic się nie udawało.
    - Myślę, że powinieneś porozmawiać ze swoją żoną. - powiedziała. - Zapytać się gdzie wychodzi.

    Saphe

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Dziękuję c:
    No wiesz, żony można się pozbyć w delikatny, bądź niekoniecznie, sposób.
    Myślmy nad jakimś wątkiem :) ]

    LouLou

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Nie wiem, czy jest taka osoba, ale zazwyczaj w grupie jest tak jakby najważniejsza postać i być może zrobiłabym z LouLou taką gwiazdę tylko dla tych najbogatszych. Nie chcę robić z niej jakiejś rozpustnicy, więc mogłaby się oddawać innym, ale tylko tym najbardziej wpływowym. Nie wiem czy tak mogę, ale to by mi pasowało. Przecież musi być gwiazda wieczoru na którą wszyscy czekają.
    Chcę, żeby to było na takiej zasadzie, że teraz gdy jest na szczycie grupowej piramidy, to nie musi oddawać się każdemu klientowi tak jak robiła to w przeszłości.
    Mam nadzieję, że zrozumiesz tą chaotyczną odpowiedź c: ]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Byłby ok, zważywszy, że ona może trzymać pieczę nad zarobkami wszystkich tancerek, a później przekazuje je dalej. Pytanie tylko czy ustalamy coś jeszcze czy idziemy na spontana? ]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  13. [ No chyba te nielegalne, bo chyba wszystkie zarobi idą na konto cyrku, ale mogę się mylić.
    Co powiesz na to, że gdy Olivier przyjdzie to zobaczy, że między tancerkami wybuchnęła jakaś awantura, albo urocza żonka zamieszała za bardzo, a skoro nikt z trupy jej nie lubi, to o kłótnie i nieprzyjemności nietrudno. Jak uważasz? ]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  14. Isabel była koszmarem każdego. Te blond kudły prześladowały niektórych nie tylko na jawie ale również we śnie. Lou należała właśnie do tego grona. Żonka właściciela strasznie ją irytowała, nie musiała nawet ni mówić, już sam wygląd sprawiał, że tancerce przestawało chcieć się żyć. Louisa miałą jednak tyle taktu, żeby nie wtrącać się w życie innych i tego samego oczekiwała od innych. Nic więc dziwnego, że gdy tylko blond potwór zaczął wytykać innym tancerkom różne rzeczy, to w czarnowłosej coś pękło. Właśnie tak zaczęła się awantura, która zakończyła się dopiero wtedy, gdy po kilku wyzwiskach i siarczystym policzku, dwie szamoczące się kobiety zostały rozdzielone przez innych.
    Ze złością wrzucała rzeczy do walizek. Tak, została zwolniona, ale normalnie i tak by to po niej spłynęło, bo decyzje Isabel miała gdzieś, ale po tym co zaszło sama miała ochotę zostawić to wszystko i nie oglądać się za siebie. Nie myślała o tym że zaczęłaby tęsknić. Przez złość nie zauważyła, że ktoś wszedł do pokoju.
    – Żonka się nie pochwaliła ? – spytała, spoglądając na Oliviera. Tak, zapewne nic nie wiedział, bo w końcu jego ukochana nie mówiła mu o wielu – Zwolniła mnie, ale i tak myślałam nad odejściem – skłamała, aby nie pokazać że za bardzo przywiązała się do tego miejsca.

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  15. [Pewnie, tylko... masz jakiś pomysł? Moje są raczej drętwe.]
    Lea

    OdpowiedzUsuń
  16. [Również witam c: Sobota i myślenie u mnie w parze nie idą, ale razem może coś zdziałamy :]

    Primadonna.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Najpierw kwestia organizacyjna- jaki znaczek mam dać Isabelce w tytule? Bo ja nie wiem...
    A co do wątku, to może, Isabel wróci w środku nocy i będzie burda? Chyba, że jakiś spokojniejszy poranek, czy coś po pokazie? Z pomysłami niestety u mnie ciężko, ale kartę napisałam! :D Mam nadzieję, że jakoś tak uchodzi w założonych standardach.
    Btw lubię buzię Amella :3]

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  18. [Mi pasuje :) I teraz pewnie wypadałoby żebym zaczęła? Jeśli tak, to niestety trochę później bym to zrobiła, jeśli to nie problem :]

    Prim.

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Już zrobione :) Ja również witam cx Ochota na wątek? ]

    Elastin

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cieszę się, że ci się podoba, bo długo się nie mogłam na nie zdecydować:) I wbrew temu, co piszesz, karta mi się podoba. Jest... urocza, o.
    Jade nie interesuje się za bardzo tym, co dzieje się z innymi i ma głęboko w poważaniu, czy Olivier zarządza cyrkiem, czy nie i może właśnie fakt, że nie traktuje go jak swojego przełożonego sprawia, że Ollie darzy ją jakąś tam dozą sympatii? W każdym bądź razie myślałam nad wątkiem i wpadł mi do głowy taki pomysł: może pewnej nocy Olivier znowu odkryje, że żona gdzieś zniknęła, będzie mocno wkurzony i zacznie niszczyć wszystkie swoje obrazy, wściekły, że zamiast być na morzu utknął w cyrku z kobietą, która najwyraźniej go nie chce? Jade, która cierpi na bezsenność, mogłaby go usłyszeć i pójść zobaczyć, o co chodzi.]

    Electra

    OdpowiedzUsuń
  21. Isabel nie chorowała, przynajmniej odkąd związała się z Olivierem. Nigdy nie spędzała w łóżku całych dni, chyba że chodziło o początek ich znajomości, która była dość burzliwa i namiętna, będąc schowaną pod kołdrą i niechętną do jakiejkolwiek aktywności. Kobiety jej pokroju nie miały czasu, by móc pozwolić sobie na jakąkolwiek ułomność i niedyspozycje. Zawsze musiała być krok przed wszystkimi. Sprytniejsza, lepsza, szybsza.Zawsze pierwsza. Tymczasem ostatnie dni spędziła w łóżku, bynajmniej nie z powodu głupiej grypy, ale prawdziwą przyczynę tego skoku temperatury Isabel zachowała dla siebie, wiedząc, że ta informacja nie ma prawa, by kiedykolwiek ujrzeć światło dzienne. Ciąża. Samo to słowo przyprawiało ją o ciarki. Nie było mowy o żadnym dziecku. Na pewno nie teraz. Może i nie była już najmłodsza, ale nie w smak było jej niańczenie maluchów. Tylko tego brakowałoby w tej całej maskaradzie. Większego cyrku nie trzeba było robić, wiedziała to doskonale. Tak jak i to, że Olivier cieszyłby się z potomka. Charles pewnie też.Dlatego tym bardziej żaden z nich nie mógł poznać prawdy, tak jak i Isabel która nie chciała nawet wiedzieć, czyje faktycznie okazałoby się dziecko.
    Nie, to byłby prawdziwy koszmar.
    Musiała jednak przyznać, że troska Oliviera była naprawdę urocza. Wciąż zaskakiwało ją, jak bardzo oddany jest jej mąż, pomimo plotek i ich małych kłótni. Skąd u niego tyle ciepła i dobra w trosce o kogoś takiego jak ona? Saphe najchętniej rozszarpałaby ją na strzępy, a raczej udusiła przy pomocy jednego ze swoich kolegów, tymczasem Olivier zdawał się nie dopuszczać do siebie głosu rozsądku i tkwić w dziwnym otępieniu, jakie dotyka ludzi zakochanych. Ah, miłość. Nic bardziej zgubnego. Jednak szalenie przyjemnie było mieć świadomość, że ktoś tak się o Ciebie troszczy, nawet jeśli było się Isabel.
    Jak tylko doszła do siebie, natychmiast musiała wyjść. Odetchnąć, zabawić się, rozruszać i oczywiście zobaczyć się z Charlesem, by przypadkiem nie zrobił żadnego głupstwa. Ich układ miał być jasny i prosty, bez żadnych zobowiązań, które mogły narobić im tylko problemów. Isabel nie mogła jednak zapanować nad każdym zachowaniem mężczyzny, więc należało sprawę tym szybciej rozwiązać.
    Wróciła później niż zwykle, zupełnie nie przejmując się tym, że Olivier pewnie będzie wychodzić z siebie. Oh, jakiż on potrafił być uroczy.
    - Daj spokój, głuptasie, już mi lepiej. Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem. Wiesz, jak nie znoszę gnić w łóżku.- z perlistym śmiechem na ustach, ucałowała policzek męża, wchodząc do pomieszczenia, by móc się rozebrać.- Przepraszam, na pewno się martwiłeś, ale naprawdę potrzebowałam w końcu stąd wyjść. Siedzenie w jednym miejscu może być przytłaczające.- odetchnęła ciężko, łapiąc się za policzki, które wciąż były ciepłe i zapewne czerwone.- Jestem strasznie głodna. Powinniśmy coś zjeść. A potem zrobić coś razem.- pełna ekscytacji podeszła do męża, by złapać go za dłonie i pociągnąć za sobą w stronę gramofonu.- Dawno chociażby nie tańczyliśmy.
    Musiała się starać, musiała zachowywać się jak przykładna żona, kochająca partnerka, nawet jeśli w jakiś sposób mijało się to z prawdą. Wszystko jednak miało swoją cenę.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  22. [Heh, no trudno :P Wyszło, jak wyszło. Ostrzegam, że ja tasiemce pisuje. Tym bardziej, że przy Isabel opis bardzo ważny.]

    Chyba wszystkie związku opierały się na obopólnych ustępstwach, pracy nad zmianą pewnych przeciwności, rozwiązywaniu problemów. Tak było też pewnie we wszystkich prawdziwych i dobrych małżeństwach, co było dalekie od prawdy w ich przypadku. To Olivier się starał, Isabel zawsze robiła to na co miała ochotę, przy zachowaniu pewnych pozorów. Bądź co bądź nie chciała ranić mężczyzny. Przynajmniej nie tak mocno. Była mu coś winna, za to, że była dziś tutaj, wiodąc wcale nie takie złe życie.
    - Na co masz ochotę?- spytała, mając niby na uwadze jego zdanie, w międzyczasie przebierając się szybciutko w dopasowaną, czarną ołówkową sukienkę, tylko po to, by zadowolić męża. Chciała wyglądać jak najlepiej, nie budzić podejrzeń, starać się.- Powinniśmy zaszaleć. Zjeść coś nieprzyzwoitego. Jak np. tort. I wypić dużo, dużo szampana!- zaśmiała się radośnie, podchodząc do Oliviera, by ten pomógł jej zapiąć sukienkę. W ostateczności też ją zdjąć... Była gotowa na każdą ewentualność.
    - Mam wrażenie, że ostatnio spędzasz zdecydowanie zbyt dużo czasu z Saphe.- mruknęła ze zbolałą miną, odwracając się do męża, by objąć go w pasie i położyć głowę na jego ramieniu. Jak zwykle, odwróciła kota ogonem, stawiając sytuację w świetle, gdzie to Olivier był winny, nie ona. Isabel, jak przykładna żona tęskniła za mężem, który wolał towarzystwo innej kobiety, choć tak naprawdę chodziło o zgoła inną rzecz- czystą nienawiść.- Wiem, że spędzałeś przy mnie ostatnio każdą wolną chwilę, gdy gniłam tutaj w łóżku, ale Olivier...- spojrzała na niego, tym swoim rozbrajająco czułym wzrokiem, w którym kryła się również melancholia i nieprzejednany smutek, który zawsze go rozbrajał. Może to własnie przez niego się w niej zakochał?- Jesteś Moim mężem.- podkreśliła to znacząco, a jakby dla rozleniwienia napięcia, złożyła na jego ustach czuły pocałunek.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  23. Wzięła głęboki wdech. Nie chciała mówić o co poszło. Po co Olivier miał się tym dodatkowo przejmować. Nie potrafiła zrozumieć, jakim cudem mężczyzna wytrzymuje z żoną już tak długo. Wcale by się nie zdziwiła, gdyby okazało się, że blondynka jest jakąś wiedźmą i dosypuje mężowi jakichś proszków, żeby ten tylko jej nie zostawił. To nie było normalne.
    – Nie ma co opowiadać – zaczęła – Przyszła twoja żona i się zaczęło, a potem mnie zwolniła – dodała, pomijając kilka faktów, o których nie chciała mówić – Nie mam do niej takiej cierpliwości jak ty.
    Rzeczywiście, jego głos trochę ją uspokoił, co nie zmieniło faktu, że miała ochotę zacisnąć swoje dłonie na gardle Isabel. Olivier by ją znienawidził, ale reszta by ją pokochała. Przynajmniej mogłaby odejść w spokoju. Ktoś jej kiedyś powiedział, że z jej talentem dostałaby się na Broadway. Mogła tylko marzyć. Pomimo tego, co przeżyła, a tych rzeczy było zbyt wiele jak na jedną, tak młodą osobę, to i tak była wdzięczna losowi, za to że trafiła w to miejsce. Uwielbiała występować, zwłaszcza tutaj.
    – Naprawdę mam jej dość, nigdy nie narzekałam i nic nie mówiłam, ale chcę ją zamordować – przyznała w końcu. Nie specjalnie przejmowała się jak na to zareaguje mężczyzna.

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  24. [Cieszę się, że jakoś się odnalazłam w prowadzeniu postaci :)]

    Choć Isabel przeszła koszmarne chwile będąc brutalnie zaciągniętą w sidła poniżającej pracy w burdelu, nauczyła się jednak bardzo ważnej rzeczy, jak w bardzo łatwy sposób obchodzić się z mężczyznami. Podstawą roszczeń o swoje prawa i cele zawsze była odrobina seksapilu i w rezultacie zaspokojenie żądzy, która potrafiła dosłownie przyćmić umysł płci przeciwnej. To, przy odrobinie finezji i pewnych umiejętności, faktycznie skutkowało, a Isabel potrafiła owinąć sobie mężczyzn wokół palca. Oczywiście, nie zawsze trafiała od razu na podatny grunt, ale wtedy wyznacznikiem sukcesu zazwyczaj był po prostu czas.
    - Myślę, że to nie wystarczy.- mruknęła, strojąc teraz fochy, bo chociaż Olivier faktycznie przyznał się do nieistniejącego błędu, blondynka wciąż nie była w pełni usatysfakcjonowana. Należało jeszcze troszkę pogłębić poczucie winy u męża, a potem na powrót rozkochać go w sobie do szaleństwa. Oczywiście z pewnymi profitami, które jednak też wymagały odpowiedniej ceny. W końcu jasną kwestią miał być fakt, że w tutejszej hierarchii to Ona stoi na szczycie.
    - Olivier.- mruknęła niezadowolona, okręcając się na krześle, by zdjąć dłonie męża ze swojej szyi. Wzdychając, podniosła wzrok, odsuwając się jednak przy najmniejszym geście, jaki mężczyzna zamierzał wykonać w jej stronę.- Zrozum, że to dla mnie bardzo ważne, a mam wrażenie, że zupełnie nie traktujesz tego poważnie. W dodatku ludzie opowiadają różne plotki. Mam nadzieję, że w nie nie wierzysz.- spojrzała na niego uważnie, wyglądając na naprawdę niezadowoloną, wręcz urażoną. I gdyby nawet Olivier poddał pod wątpliwość którąkolwiek domniemaną historię na jej temat, czy doczepił się potencjalnego romansu, ona i tak miała na wszystko perfekcyjnie przemyślaną wymówkę. A on, jak zwykle uwierzyłby jej.
    Bez słowa podniosła się z miejsca, by zobaczyć, co też jej najukochańszy mąż przyniósł im na kolację. Dawno nie czuła się tak głodna, bo i dawno się tak nie zmęczyła.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń

  25. [Nie ma sprawy:)]

    Jade podeszła do klatki z tygrysicą i czule podrapała ją za uszami. Dorastała w towarzystwie tych zwierząt i, choć czuła przed nimi respekt, nie obawiała się ich. Na arenie wydawały się być przerażającymi zwierzętami, ale dzięki odpowiedniej tresurze były potulne jak baranki. Nie licząc kilku blizn, które pokrywały jej ręce.
    Narzuciła na ramiona ciepły sweter i wyszła przed swój namiot. Ruszyła w kierunku kuchni, gdzie chciała zaparzyć sobie kawę. Wiedziała, że i tak nie dałaby rady zasnąć, więc miała zamiar dać sobie kopa, aby być wystarczająco przytomna rano. Nie spodziewała się nikogo zastać w prowizorycznej kuchni, a mimo to Olivier siedział na krześle, tępo wpatrując się w ścianę.
    Jade nie przeszkadzała późna pora, od wielu lat cierpiała na bezsenność. Długie godziny nocne stapiały się w jedność, gdy niebo ciemniało, na niemal czarnym firmamencie pojawiały się gwiazdy, które następnie bledły w porannym świetle. Przyzwyczaiła się do samotności, jaka jej towarzyszyła i nauczyła się nie liczyć mijających godzin. Teraz zerknęła jednak na zegarek. Trzecia nad ranem. Dla niej nic nowego, Olivier powinien już jednak od dawna spać.
    Nalała sobie kawę do ulubionego, zielonego kubka w grochy i oparła się o blat, w milczeniu przypatrując się przygnębionemu mężczyźnie. Ocieplała dłonie o nagrzany kubek, próbując wyczytać coś z jego twarzy. Była w tym dobra; kiedy przestała mówić, zaczęła dostrzegać. Więcej niż inni.
    - Już wystarczy, nie przesadzaj już tak z tym entuzjazmem - powiedziała cicho, unosząc brew, ale w jej głosie nie słychać było irytacji, raczej lekkie rozbawienie. Jade nie zapytała, co Olivier robił w kuchni o tej porze; to nie było w jej stylu. Jeżeli będzie chciał się tym podzielić, zrobi to, ale nie miała zamiaru go naciskać. To nie była jej sprawa.

    Electra

    OdpowiedzUsuń
  26. - Kto my? My ani ja wcale a wcale nie chcemy jej się pozbyć - rzuciła sarkastycznie biorąc filiżankę do ust i pijąc łyk herbaty. - Wiesz... Skoro jest taka grupowa niechęć do Isabel to ja bym na twoim miejscu coś podejrzewała nie żeby coś... - odparła i odstawiła filiżankę na biurko. Zeskoczyła z niego.
    - Olly. Dobrze wiem. Wiem że ją kochasz. A ona może i kiedyś kochała ciebie... Czy teraz nie wiem. Nie zaglądam wam do sypialni ani nie bywam z wami dwadzieścia cztery godziny na dobę. Byłam jedną z pierwszych. Bardzo ją lubiłam. Ale... Cóż. Jak dla mnie czyn na Z jest jednym z najgorszych. Przez niego ludzie na przykład zabijają. - wzruszyła ramionami. Podeszła do niego. - Nie chcę żebyś cierpiał. Zrozum ja chce tylko twojego dobra i cierpię widząc to czego ty nie widzisz... - westchnęła ciężko i przyłożyła dłoń do czoła. - Mnie pewnie też wiele osób wolałoby się pozbyć. - dodała uśmiechając się wesoło.

    Saphe

    OdpowiedzUsuń
  27. Czasami Isabel szczerze zastanawiało, skąd biorą się ludzie pokroju jej męża. Tak słabi, tak ulegli, głusi na prawdę. Momentami wątpiła w swoje zdolności, a zaczynała wątpić w Oliviera. Były chwile, kiedy chciała krzyczeć, potrząsnąć nim i przemówić do rozsądku, by uważniej patrzył na otaczający go świat. Były to jednak tylko przejawy jej słabości, które mijały równie szybko, jak się pojawiały, by ona dalej mogła pławić się w tryumfie jaki osiągnęła względem tego mężczyzny. Olivier zrobiłby dla niej wszystko.
    Nieprawdopodobne.
    - Oczywiście, kochanie. Jesteś zawsze przy mnie, zawsze ja jestem na pierwszym miejscu, ale czasami jest mi ciężko patrzeć jak giniesz w tłumie tylu pięknych kobiet, gdzie każda chciałaby zając moje miejsce.- wymamrotała smutnym głosem, wzdychając przy tym ciężko, dla dodania dramatyzmu do całej rozmowy. Olivier naprawdę powinien poczuć się szalenie winny.
    Dojrzała kucharkę i nie omieszkała posłać jej swojego firmowego, złowieszczego uśmiechu na pożegnanie, by przypadkiem kobieta nie myślała o żadnych głupstwach względem jej osoby. Może i mieli XX wiek, ale w otoczeniu tylu złowrogo nastawionych do niej ludzi, nie mogła być niczego pewna.
    - Dobre chociaż tyle.- wzruszyła lekko ramionami, spoglądając w końcu na męża i posyłając mu bardzo subtelny, nieznaczny uśmiech, który znaczył, że jeszcze się waha nad tym, czy mu wybaczyć, nawet jeśli na stole znajdowały się jej ulubione owoce morza. Oczywiście, powinni oszczędzać. Nawet ona to wiedziała, choć nigdy nie pogardził kosztowniejszym prezentem. Nie, nie była rozpustna, ale chciała też żyć na poziomie, a przede wszystkim być traktowaną zgodnie z zajmowaną przez nią pozycją w cyrkowej hierarchii.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie bardzo wiedziała, o co mężczyźnie chodzi. Czy już sobie poszedł, czy zaraz wróci...? Dopiero, kiedy położył na jej czole chłodny i mokry materiał, odetchnęła cicho i spojrzała na szefa nieco przytomniej.
    - Nie... nie trzeba - odpowiedziała i uśmiechnęła się z wdzięcznością. Może ten mężczyzna był dobrym człowiekiem? Może dlatego ją zatrudnił? Przecież była jeszcze mało doświadczona...- Nie trzeba ich niepotrzebnie martwić. Przecież mi przejdzie... dzień czy dwa - dodała. Była przekonana, że nic jej nie jest. Z resztą dobre maści i takie poparzenie zejdzie i nawet blizny nie będzie... Nie pierwszy raz się poparzyła. Pierwszy raz tak rozlegle, ale wiedziała, że po prostu musi to odchorować. W końcu jej ciało teraz pracuje na najwyższych obrotach, żeby załagodzić ból i się wyleczyć.
    - To... chyba bardziej wypadek przy pracy. Sprzęt nowy, nie ja nasączałam... więc zwyczajnie nie wiedziałam, czego się spodziewać... za mocno się zajęło.... to mogło być cokolwiek... odpowiedni podmuch wiatru - wymamrotała. Nie chciała, żeby szef szukał winnego. To nie byłby dla niej dobry początek pracy.

    Ayla

    OdpowiedzUsuń
  29. [Bardzo dobrze, bo inaczej zginie przy samych silnych i zdeterminowanych kobietach w tym cyrku xD]

    Przywiązanie było naprawdę dziwnym uczuciem. Isabel nigdy nie sądziła, by kiedykolwiek czuła się od kogokolwiek w minimalnym choćby stopniu zależna, jednak gdy chodziło o Oliviera, ciężko jej było wyobrazić sobie inne życie, bez mężczyzny u boku. Miał rację, ich układ był bezpieczny, pewny, stanowił oparcie, był podstawą dla każdego kolejnego dnia. To co działo się dalej było już zupełnie odrębną sprawą. Pewnie nawet Charles nie byłby dla niej tak pociągający i ciekawy, gdyby na palcu nie widniała obrączka i pewność, że w łóżku zawsze będzie czekać na nią mąż, gdy wróci w środku nocy.
    Isabel zaśmiała się wesoło, słysząc komentarz męża odnośnie mężczyzn i ich wygłodniałego spojrzenia. Rozbawiona przyjrzała się Olivierowi, zastanawiając się czy faktycznie jest zazdrosny i być może posiada jakieś większe podejrzenia, które i tak zbyłaby dźwięcznym śmiechem i machnięciem ręki, zaciągając potem męża do łózka.
    - Zapewniam Cię, że dam sobie radę. Mężczyzn się nie boję.- sięgnęła przez blat stołu, by móc złapać dłoń mężczyzny i spleść ich palce w romantycznym geście.- Kobiety są zdecydowanie bardziej niebezpieczne i czasami mam wrażenie, że każda chce mi Ciebie zabrać.- uśmiechnęła się lekko, gdzieś pomiędzy kolejnymi kęsami posiłku.- Swoją drogą, zaczęłam się zastanawiać, czy nie byłoby dobrze, gdybym bardziej zaangażowała się w występy. Myślę, że całkiem nieźle sprawdziłabym się w roli prowadzącej całego show. Buzię mam chyba dosyć ładną, nie sądzisz?
    I znów, posłała mu zwodnicze, czułe spojrzenie ponad światłem świec, delikatnie przygryzając dolną wargę w seksownym geście. Jak Olivier mógłby się jej oprzeć?

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  30. Jade nie mieszała się w ten śmieszny spór, który toczył się między żoną właściciela cyrku a Królową, jak samą siebie określała Saphe, co wskazywało na silne zaburzenia narcystyczne. Obserwowała wszystko z daleka, wiedząc, że powołanie się po którejkolwiek ze stron nie przyniesie jej żadnych korzyści, a mogło ponieść za sobą straty, dlatego tylko kradła popcorn od cyrkowego sklepikarza i siadała na trybunach, oglądając kolejne odcinki telenoweli pod tytułem "która z nas jest większą jędzą?" Od czasu do czasu brał w niej udział także Olivier, który niby rządził tym całym burdelem, a z większości spraw nie zdawał sobie sprawy. W sumie aktorzy byli beznadziejni, ale każdy od czasu do czasu potrzebował rozrywki. Jade z nikim nie rozmawiała, unikała towarzystwa ludzi i może dlatego z taką uwagą obserwowała ich zachowanie podczas tych nielicznych wieczorów, gdy szła się przekonać, jakich szkód Saphe i Isabel narobią tej nocy. Obie były siebie warte, a skoro Olivier był zbyt zaślepiony, by to dostrzec, będzie musiał zapłacić za swoją naiwność. Tak jak Jade kiedyś musiała zapłacić za swoją.
    Było jej jednak go szkoda. Olivier był dobrym, cichym i porządnym człowiekiem, który muchy by nie skrzywdził. Powinien znaleźć sobie kogoś lepszego od Isabel, bowiem wszyscy w cyrku wiedzieli, że wszystkie plotki na jej temat były prawdą. Nawet Jade o tym wiedziała, mimo że nie interesowała się podobnymi sprawami. Nie miała jednak zamiaru tłumaczyć Olivierowi, kim naprawdę jest jego żona. Był zbyt zaślepiony jej urodą i samą ideą bycia z kimś, by zobaczyć, jak bardzo nim manipulowała. Patrząc na niego, Jade upewniała się w przeświadczeniu, że wybór samotności był najlepszym, jakiego dokonała.
    Była wolna.
    - Dlaczego pytasz, skoro cię to tak naprawdę nie interesuje? - zapytała, przekrzywiając lekko głowę w bok. Nie wyrażała jednak wyrzutu, stwierdzała fakt. Olivier myślami był gdzieś indziej, to był wyraz pustej uprzejmości. Nie lubiła tego. Jakby ludzie robili jej łaskę, że z nią współegzystują. Po chwili jednak wzruszyła ramionami i odpowiedziała: - Nigdy nie śpię. To jedno z moich przekleństw. Z czasem zrozumiałam, że lepiej czuję się w ciemnościach, ale noc to nie jest miejsce dla ciebie, Olivierze.

    Electra

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Mech ;3 ]

    Daimōn

    OdpowiedzUsuń
  32. Nikt nie był idealny, nawet ona, Isabel. Wprawdzie doskonale odgrywała swoją rolę, ukazując światu obliczę wspaniałej i zdeterminowanej kobiety, o której każdy skrycie marzył, która chciałoby się zwyczajnie być. Mimo to miała swoje wady, niepowodzenia na koncie i mnóstwo chwil słabości, o których nikt jednak nie miał prawa wiedzieć, ani tym bardziej widzieć. Ludzie mogli jej nienawidzić, ale wciąż stała przed nimi piękna, błyskotliwa i opanowana kobieta, która nawet w najgorszej sytuacji, wiedziała, jak taktownie wybrnąć z opresji.
    Sama nie wiedziała skąd pozory, skąd to usilne wmawianie ludziom i Olivierowi, że rzeczywistość prezentuje się w całkowicie innych barwach. Może sama chciała wierzyć w znacznie lepsze życie od tego jakie prowadziła? A może niewzwyczajanie przyzwyczaiła się, że wszystko jest oparte na kłamstwie, te trzydzieści trzy lata egzystencji, więc czemu teraz miałoby być inaczej? A może chodziło o coś zupełnie innego? Sama nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie, dlatego wciąż grała, wciąż bawiła się w piękną inscenizację. I tylko czasem było jej żal męża, gdy widziała miłość i oddanie wypisane w jego oczach, gdy tulił ją w ramionach, gdy się kochali, czy podczas prostych gestów, gdy szli gdzieś razem. Ona tymczasem była dla niego okrutna, czego w chwilach słabości żałowała. Były to wprawdzie ułamki sekund, ale przebijały się do świadomości, budząc w niej niepokój. Isabel zawsze wiedziała doskonale czego chce od życia. A teraz? Trudno jej nawet było zdefiniować szczęście. Dawno już nie zaznała prawdziwej radości. I pomyśleć, że wszystko wyglądało zupełnie inaczej, gdy się poznali, gdy szybkiemu, prawdziwie szalonemu ślubowi towarzyszył ich wesoły śmiech. Wtedy wszystko było inne, prostsze.
    Ale czasu nie sposób cofnąć.
    - Głuptasie, masz mnie cały czas, ale i tak jesteś wiecznie zajęty. Masz po prostu dużo na głowie, a ja chciałabym Ci jakoś pomóc. Nie mogę tylko siedzieć tutaj.- ze szczerym uśmiechem załagodziła sytuację, puszczając w niepamięć podejrzenia i nieprzyjemne tematy. Wstała ze swojego miejsca, by usiąść mężowi na kolanach, a dłonie opleść wokół jego szyi.
    - Myślę, że do wielu rzeczy byłabym Cię w stanie przekonać.- stwierdziła wesoło, muskając ustami jego policzek, wyznaczając pocałunkami krotką drogę wzdłuż szczeki, aż do ust mężczyzny.- I jest pewien sposób, który zapewne okazałby się niezawodny...
    Z kokieteryjnym uśmiechem na ustach, podciągnęła wyżej materiał sukienki, kładąc na odsłoniętym udzie dłoń męża. Wiedziała, że nie będzie musiała czekać długo, aż mężczyzna zareaguje i przejdzie do czynów.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  33. [Mrau, ego połechtane, człowiek zadowolony.]/Hauroth

    OdpowiedzUsuń
  34. Siedziała przed toaletką, zmywając resztki makijażu po występie. Choć skończył się kilka godzin temu, dopiero niedawno wróciła do swojego pokoju. Słysząc pukanie do drzwi, drgnęła. Gdyby był to ktoś inny, może by się przejęła swoim wyglądem, ale przecież to był Olivier. Brak pomalowanych oczu, czy fakt, że miała na sobie tylko satynowy szlafrok, a pod nim bieliznę.
    - Zawsze - odpowiedziała na jego pytanie, wyrzucając zużyte waciki do kosza. Odwróciła się w stronę mężczyzny i posłała mu uśmiech. - Szef nie powinien chodzić tak ubrudzony - rzuciła na widok jego stroju, choć tak naprawdę było jej wszystko jedno. Podniosła się z miejsca i podeszła do barku, z którego wyciągnęła wino.
    - Zły humor, czy po prostu zmęczenie? - spytała, rozlewając napój do kieliszków. Podejrzewała co, a raczej brak kogo był przyczyną jego odwiedzin, ale nie powiedziała tego na głos. Odkąd kilka miesięcy temu dołączyła do grupy cyrkowej bardzo się zmieniła. Wcześniej często narzekała, czepiała się wszystkiego, wściekała się. Teraz wszystko to zastąpiła milczeniem. Tak samo było z Isabel. Zamiast ciągle zamęczać Oliviera swoimi opiniami na jej temat, nic nie mówiła. Omijała jej temat szerokim łukiem. I wbrew pozorom to nie dlatego, że żywiła do tej kobiety jakiekolwiek pozytywne uczucia. Wręcz przeciwnie. Jej nienawiść była tak silna, że po prostu nie miała siły, ani przekonywać Oliviera do prawdy, ani do psioczenia na tą kobietę. Wiedziała, że prędzej czy później przejrzy na oczy. Na razie nie chciała być tą, która rzuci mu to w twarz. Nie była gotowa zmusić go do zmierzenia się z tak trudnym problemem.

    OdpowiedzUsuń
  35. [Powiem szczerze, że dla mnie i tak Olivier ginie w całym cyrku przy natłoku wszystkich tych pewnych siebie, kokieteryjnych, "każda lepsza od drugiej", kobiet. O ile jeszcze da mu się wybaczyć, że jest zapatrzony ślepo w żonę, to faktycznie powinien być nie tylko przyjacielem dla wszystkich, ale być też czasem surowy, może nawet okrutny. Inaczej zupełnie go nie widać.]

    Isabel nigdy nie przejmowała się słowami innych, chyba, że mogła z nich wyciągnąć jakąś poradę, względem tego co zmienić w sobie, by być jeszcze bardzie niedostępną dla ludzi, ciężką do złamania. Była jak zimny marmur, idealnie wyciosany, o pięknym kształcie i przyciągającym wzrok kolorze, który wydawał się cieplejszy, tylko przy dotknięciu czyjejś dłoni. Poza tym, wydawała się daleka i niedostępna. Olivier mógł ją podziwiać, ale równie dobrze pamiętał, że na przestrzeni wspólnych lat zmieniła się niesłychanie. Może w jego sercu wciąż pozostawała blondwłosą Is, w której się zakochał, ale poza tym, po tamtej dziewczynie nie było już śladu. Isabel zostawiła przeszłość daleko za sobą, żyła pełnią każdego dnia, pławiąc się w tym co zyskała dzięki cyrkowi, który założył jej mąż. Wciąż szukała szczęścia, które jednak z każdym kolejnym zachodem słońca coraz ciężej było znaleźć.
    - Nieprawda.- odpowiedziała z przekąsem, śmiejąc się wesoło. Nie lubiła podobnych rozmów w ich wykonaniu. W zasadzie już dawno przestała rozmawiać z Olivierem na poważniejsze, czy bliskie jej sercu tematy. Co innego, gdy chodziło o Charlesa. Oni rozmawiali naprawdę, zaś jej współmałżonek pławił się jedynie w mrzonkach, błahostkach dnia codziennego, które nie wnosiły zupełnie nic do ich relacji. Tak było po prostu wygodniej. I nie wyobrażała sobie by cokolwiek miało się zmienić.
    - Jestem zupełnie szczęśliwa. Naprawdę. Mam przecież wszystko.- zapewniła gorliwie, wtulając się w ciepłe ciało mężczyzny, choć wcale nie było jej do śmiechu. Skąd u Oliviera nagle takie pytania i zainteresowanie? Zazwyczaj ich wspólne chwile wyglądały zdecydowanie mniej angażująco. Isabel nie miała najmniejszej ochoty na podobne roztkliwiania. Pomyśleć, że mogła wrócić, kiedy jej kochany mężulek spałby już dawno. Na drugi raz na pewno tak zrobi.
    - Ah, jestem wykończona. Jeżeli masz zamiar zamęczać mnie podobnymi pytaniami, to lepiej chodźmy już spać Olivier. To nie jest dobra pora na wyszukiwanie smutków i trosk, których nie mamy. Jesteśmy szczęśliwi.
    Podnosząc głowę, spojrzała prosto w oczy mężczyźnie, by przekonać go, jak faktycznie prezentuje się ich wspólne życie i stan rzeczy na chwilę obecną.
    Gdzie było to szczęście?...

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  36. Wysłuchała go uważnie, zajmując się napojem. Później spokojnie podeszła, podała mu kieliszek, a sama usiadła obok. Uśmiechnęła się lekko i wywróciła oczami, gdy pochwalił jej występ.
    - W końcu to moja praca - powiedziała i upiła łyk wina. Nie chciała być fałszywie skromna. Wiedziała, że poszło jej bardzo dobrze, wiedziała, że jest świetna w tym co robi. Nie bez powodu poświęcała temu tyle czasu. Była dumna z siebie i za każdym razem gdy schodziła ze sceny promieniała. Podczas swojego pierwszego występu, po raz pierwszy była tak szczęśliwa. Ani mąż, ani dziecko nie dało jej tego.
    - A cyrkiem się nie przejmuj. Dzieci boją się na początku. Jestem pewna, że jutro rano będą chwalić się swoim kolegą, że mili kontakt z prawdziwą małpą i co przeżyli - zapewniła go, gładząc przez chwilę pocieszająco jego udo. Podwinęła nogę, tak że siedziała w połowie po turecku. Uśmiechnęła się do niego. - Poza tym sam przyznaj. Czy jako dziesięciolatek nie chciałeś żeby małpa wyrwała ci kilka włosów? - spytała, akcentując słowo małpa, jakby było to coś najbardziej niesamowitego na świecie.
    Rzadko kiedy była taka... sympatyczna jak przy nim. Właściwie nie wiedziała dlaczego. Chowała przy nim pazury, żartowała, uśmiechała się. A przecież nie było w tym żadnej sztuczności, tak samo jak w jej codziennym postępowaniu. Może to dlatego, że się jej podobał? Bo niewątpliwie miał wiele atutów, nawet w poplamionych od farby ciuchach.
    - Co malowałeś? - zapytała zaciekawiona, śledząc spojrzeniem kolorowe plamy na jego ubraniu.

    OdpowiedzUsuń
  37. Zaśmiała się, gdy porównał ją do sprzedawczyni w sklepie. Cóż, to była jej praca. Płacił jej za to, by zachwycać i przyciągać publikę, a ona wywiązywała się ze swojego obowiązku.
    Wątpiła, by wydarzenia z dzisiejszego dnia odbiły się na cyrku jakoś poważnie. Może na kilka dni, maksymalnie dwa tygodnie. Wkrótce mieli zmienić miasto, podbić serca innej publiki, a wszystkie złe opinie znikną pod wpływem tych dobrych. Zawsze tak było.
    - Twój sąsiad miał papugę? Super. Mój tylko irytującego pudla - odparła wesoło, uśmiechając się do niego. Wychowała się w mieście. Nie miała bogatej rodziny, ale na przyzwoitym poziomie. Chodziła do całkiem dobrej szkoły, zdobyła jakąś wiedzę. Nikt nie przypuszczałby, że skończy w cyrku.
    - Niejeden już próbował - skomentowała jego słowa odnośnie majątku. Proponowano jej naprawdę olbrzymie sumy za jedną noc. To mogło być takie proste. Kilka godzin i nie musiałaby się o nic martwić. Ale nie zależało jej. Po co miałaby to robić? Kochała tańczyć, kochała scenę. Zarabiała dość dużo, by żyć spokojnie i niczym się nie przejmować. Bogactwo nigdy nie było jej celem.
    Zaintrygowana wzięła od niego pudełeczko. Otworzyła je i zobaczyła cygara, a na nich włożoną małą karteczkę. Szybko przeczytała treść. Spodziewała się, że będzie tam jak zwykle - adres, wyrazy podziwu, coś nieprzyzwoitego. Ale zamiast tego... Zrobiła wielkie oczy i zerknęła na Oliviera.
    - Oświadczył mi się, wierzysz? - powiedziała rozbawiona. Pokazała mu kartkę. - Stwierdził, że nie zna się na biżuterii, więc wysyła najlepsze cygara, co do których ma pewność, zaś pierścionek wybiorę sobie sama - pokręciła z niedowierzaniem głową. I jak tutaj nie być czasami zarozumiałym?
    Wyciągnęła jedno z cygar i obróciła je w palcach, badając uważnie spojrzeniem. Nie znała się na tym. Oczywiście, nie zamierzała odpowiadać na list, ani też zwracać prezentu. Cóż, ryzykował wysyłając drogi podarunek obcej osobie. Poza tym jakby nie było miała męża.

    OdpowiedzUsuń
  38. [Hmmmm zastanawiałam się nad wątkiem. I myślałam w sumie nad czymś takim: Załóżmy, że już jakiś czas Max jest w tej ekipie cyrkowej. Jego występy były na początku takim meega show. Wczuwał się w nie, nosił błyszczące czerwone żakieciki, cylindry czy co tam i po jakimś czasie zaczął mieć kompletnie wywalone. W ogóle nie zwracał się do publiczności, nie kłaniał się, wychodził w jakiś tam łachach do ludzi i może w tej sprawie Oliver chciałby z nim porozmawiać? Żeby ogarnął dupsko po stracą przez niego hajs, o. Co myślisz? :3 ]

    OdpowiedzUsuń
  39. Madison wcale nie miała pięknego wnętrza. Daleko było jej do matki Teresy. Już sama historia tego jak trafiła do cyrku powinna uzmysłowić Olivierowi jej największą wadę, a mianowicie egoizm. Może nie wiedział, że razem z mężem zostawiła syna, ale i tak ta jedna informacja mówiła wystarczająco wiele. Poza tym Maddie była próżna, momentami zarozumiała, wredna - miała wiele negatywnych cech. To przy nim stawała się łatwiejsza w obyciu.
    Zaśmiała się na jego słowa o bogactwie. Niejednej osobie majątek jaki posiadał Olivier imponował, ale faktycznie - co jakiś czas spotykali ludzi, którzy bili go na głowę. Choć Madison nie do końca wiedziałaby co zrobić z tymi pieniędzmi.
    - Oświadczył się kobiecie tylko dlatego, że ładnie tańczy. Chyba lepiej mieć trochę mniej pieniędzy, a więcej rozumu - odparła rozbawiona.
    Gdy wyszedł, przesunęła się na łóżku tak, by móc oprzeć się o ścianę. Nie poprawiła szlafroku, który odkrył lewą nogę i część prawej. Olivier mógł przyglądać się jej bardziej rozebranej na scenie, a poza tym... Chyba nie miałaby nic przeciwko temu, by się mu podobać.
    Poklepała miejsce obok siebie, dając mu znak, że ma usiąść obok.
    - Może lepiej ty się tym zajmij. Skoro to takie drogie, to nie chcę od razu popsuć - powiedziała wesoło, podając mu cygaro. Miała dobry humor. Występ wyszedł znakomicie, właśnie ktoś się jej oświadczył co mile połechtało jej ego, piła wino, była szczęśliwa. Czego więcej chcieć?

    OdpowiedzUsuń
  40. Słuchając go, nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Specjalnie tak mówił, czy to kwestia przypadku, że jego słowa brzmiały tak dwuznacznie. Od razu w jej głowie pojawiła się inna czynność, z którą miała nieco większe doświadczenie niż z cygarami.
    Wykonała jednak jego polecenie. Włożyła cygaro do ust, a kiedy je zapalił, zaciągnęła się nim. Cały czas patrzyła przy tym w oczy Oliviera. Dlaczego? Bóg jeden raczył wiedzieć. Czyżby chciała sprawdzić, czy też ma tak zbereźne myśli? Chciała go do czegoś sprowokować? W końcu Isabel go zdradzała, on też mógł pozwolić sobie na jakiś wybryk. Gdyby tylko wiedział... Ale nie. Nie potrafiła złamać mu serca.
    Ostry dym podrapał jej gardło. Zakaszlała krótko i zaśmiała się. Chyba nie miała stać się fanką palenia, jednak z tak ekskluzywnej okazji trzeba było skorzystać. Kiedy indziej będzie mogła zamienić w dym i popiół taką ilość pieniędzy?
    - Chyba będę potrzebowała większej ilości fanów, by zdobyć dość doświadczenia - rzuciła rozbawiona. Sięgnęła po pudełko i podała mu je.
    - Częstuj się. Sama tego nie wypalę, a wyglądasz jakbyś miał na konesera - powiedziała i posłała mu jeden z tych uśmiechów, jakich używała od czasu do czasu, by mącić w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Jak coś to nie miałam niczego złego na myśli, rozumiem, że Olivier nie jest wcale taką prostą postacią do prowadzenia, ale po prostu musiałam skomentować jak wyglądała cała sytuacja, bo przy takich babach od razu byłby burdel i cyrk nie miałby prawa w ogóle istnieć xD]

    Kiedyś byli młodzi i głupi, świat wydawał się wtedy piękniejszy, a spełnienie najskrytszych marzeń wydawało się czymś na porządku dziennym. Poza tym, Olivier był pierwszą osoba, którą spotkała na swojej drodze, pierwszym mężczyzną, który nie chciał jej wykorzystać i widział w niej więcej niż ładną buzię i niesamowicie smutne oczy. Zakochał się w takiej nędznej i zranionej kobietce, która w rezultacie bezwstydnie wykorzystywała jego. Na początku szczerze go kochała, uwielbiała spędzać z nim każdą chwilę, cieszyć się drobnostkami, gdzie wizja posiadania cyrku była jeszcze odległa. To czas działał na ich niekorzyść, bo z wiekiem Isabel mądrzała i zdawała sobie sprawę, że nie należy wierzyć uczuciom, anim zbytnio się im poddawać. Nawet jeśli najprawdopodobniej spotkała najwspanialszego mężczyznę chodzącego po ziemskim padole, który właśnie ją chciał pojąć za żonę. Nie warto było ufać sercu, zwłaszcza gdy umysł był dwa kroki z przodu. Isabel zwyczajnie chciała więcej. Czego? Oh, trudno to było stwierdzić, ale nie mogła opierać swojej przyszłości wyłącznie na posiadaniu szczęśliwej rodziny. Nie chciała być maszynką do rodzenia dzieci, ani tym bardziej kurą domową. Chciała wyjątkowego życia, w którym o nic nie musiałaby prosić, a jedynie brać to, na co miała ochotę. Móc wszystko.
    - Nie o to chodzi w byciu żoną?- spojrzała na Oliviera, przesuwając dłonią po jego policzku z delikatnym, wesołym uśmiechem na własnych wargach.- Dzielimy ze sobą dwie, najważniejsze rzeczy w naszym życiu. Chyba, że oczywiście wolałbyś zrezygnować z łózka, w co nie uwierzę.- zaśmiała się perliście, całując jego wargi niby w pojednawczym geście. Podniosła się z jego kolan, by położyć się na łóżku, a następnie obserwując, jak mąż podchodzi do sztalugi.
    - Naprawdę masz zamiar tym się teraz zajmować?- westchnęła, wielce nieusatysfakcjonowana, faktem, iż mąż nie poszedł w jej ślady, nie był obok niej na posłaniu, nie całował jej ciała, ani nie zdejmował z niej tej czarującej sukienki. Seks przecież zawsze pomagał i posyłał w zapomnienie ich nawet największe spory. Czemu więc teraz Olivier zachowywał się, jakby zupełnie mu na tym nie zależało?

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie wiedziała, czy chce tego napięcia między nimi czy nie. Bo przecież sama je tworzyła. Ubierała się w taki, a nie inny sposób, patrzyła na niego tak znacząco, wykonywała różne gesty, które powinny go podniecić. Dawała mu sygnały, momentami nieświadomie, a on nic. Podobał się jej. Miał wszystko czego mogłaby chcieć - świetny charakter, dobry wygląd, pieniądze. On jednak zdawał się w ogóle jej nie zauważać i nawet nie myśleć o choćby drobnym przekroczeniu przyjacielskiej granicy.
    Za komplement podziękowała mu uśmiechem. Kto nie chciałby być jak Audrey? Już chciała coś powiedzieć, gdy uciszył ją palcem. Wsłuchała się w dźwięki dobiegające zza okna. Też lubiła tą ciszę. Wychowała się w mieście, w ciągłym chaosie, więc ceniła chwile, w których nic nie zakłócało błogiego spokoju. Choć rozgardiasz panujący w bardziej zaludnionych miejscach też miał swój urok. Cudownie oświetlone ulice, na których można było spotkać ludzi nawet nocami, gdzie zawsze gdzieś grała muzyka, a ludzie się bawili. Nie potrafiła się zdecydować co woli.
    - Chętnie - zgodziła się. Upiła trochę wina, po czym podniosła się z łóżka. Podeszła do garderoby, bo przecież nie wyjdzie na dwór w samym szlafroku. Zsunęła z siebie okrycie, po czym zastąpiła je prostą sukienką. Gdy już była gotowa, odwróciła się z powrotem przodem do Oliviera.
    - Pan prowadzi - powiedziała, zabierając butelkę z niedokończonym winem. Skoro już je otwarli, to nie mogło się przecież zmarnować, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  43. Jako jego przyjaciółka nie powinna wystawiać go na takie próby, ale nie potrafiła oprzeć się tej pokusie. Czasami chciała powiedzieć mu prawdę - że Isabel go zdradza i wykorzystuje, że powinien ją zostawić, że się jej podoba. Ale bała się. Nie chciała już przez resztę życia być osobą, która powiedziała mu o zdradzie, albo co gorsza - pokłócić się z nim, bo by jej nie uwierzył. W końcu jego żona potrafiła nim manipulować, doskonale wiedziała jak ukrywać swoje zdrady. Komu by uwierzył? Madison czy Isabel?
    Szła powoli obok niego, rozmyślając o tym wszystkim. Gdy nagle zadał jej to pytanie, zupełnie niezwiązane z jej myślami, przez chwilę była zdezorientowała. Dopiero po chwili zrozumiała sens jego słów. Uśmiechnęła się.
    - Chyba w wieku siedemnastu lat - powiedziała po namyśle. Zmarszczyła lekko brwi, przywołując to wspomnienie w głowie. - Spotkałyśmy z koleżankami fajnych chłopaków na jakiejś potańcówce. Byli starsi o około pięć lat. Udawałyśmy pełnoletnie i doświadczone, ale nigdy w życiu nie wypiłam aż tyle. Zanim się zorientowałam klęczałam w łazience i zaklinałam się, że już nigdy nie będę pić - opowiedziała w skrócie. Nie była to fascynująca historia. Normalna. Jak niejednej dziewczyny. - A ty? I skąd w ogóle to pytanie? - odbiła pytanie, patrząc na niego przyjaźnie. Również upiła łyk wina. Podobno damie nie wypadało, jednak czy było coś złego w tym, że raz na jakiś czas chciała się poczuć jak nastolatka?

    OdpowiedzUsuń
  44. Usiadła obok, założyła nogę na nogę, oparła się wygodnie i słuchała go. Rzadko kiedy rozmawiali o przeszłości. Chyba każdy w cyrku przed czymś uciekał, więc to co było nie należało do popularnych tematów. Zaskoczył ją swoimi słowami. Przecież miał swoją grupę cyrkową! Tutaj każdy pił i bawił się pomiędzy treningami. Jak inaczej się bawić?
    - Wszystkie inne rzeczy dla dorosłych - powtórzyła rozbawiona. Oderwała od niego spojrzenie i przeniosła je na jezioro. Widok tam był naprawdę piękny. Księżyc odbijał się w tafli wody, co zawsze dawało zapierający dech w piersiach efekt.
    - Powinieneś nadrobić straty. Poranki są kiepskie, ale wcześniej dobrze się bawisz - poradziła mu z uśmiechem na ustach i dała mu butelkę, by napił się więcej. Przez chwilę milczała zamyślona, analizując jego słowa.
    - Twój ojciec był alkoholikiem? - spytała, choć właściwie brzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Łatwo było to wywnioskować z goryczy jaka była w jego głosie, gdy wspominał o ojcu. - Co z twoją matką? - zapytała, znów na niego patrząc. Tym razem w jej oczach można było dostrzec coś na wzór... troski? Ona miała spokojne życie. Może aż zbyt spokojne i dlatego nie potrafiła tego spokoju docenić. Pragnęła emocji, a codzienna nuda i rutyna ją dobijały.

    OdpowiedzUsuń
  45. Słuchała go uważnie, choć wyglądała jakby nieco odpłynęła. Była zamyślona, jednak myślała o jego słowach, nie o swoich problemach. Była wychowywana w konserwatywnej rodzinie, która wpajała stereotypowe myśli - alkoholik, na dodatek bije dzieci, czyli zły człowiek, grupa cyrkowa to banda cyganów i dziwadeł, którzy są zbyt leniwi by pracować, oraz wiele innych przykładów. Dla nich dobre było tylko to co typowe i znane, to znaczy rodzina z dzieckiem, dom i stała praca. Bardzo ograniczone myślenie.
    W pewnym momencie oparła głowę o jego ramię, czekając aż skończy swoją historię. Nie wiedziała co mu powiedzieć. Że współczuje? Że mogło być gorzej? Że powinien zapomnieć? Jakoś nic z tego jej nie pasowało.
    - Nie przepraszaj. Sama zapytałam - odparła od razu. - Poza tym, dlaczego nie? - zapytała, unosząc lekko brew i zerkając na niego. Przecież byli przyjaciółmi. Nie musieli tylko żartować, mogli też porozmawiać na poważnie.
    Chwyciła jego dłoń w swoją i splotła ich palce. Przez chwilę znów milczała.
    - Chyba nie skończyło się to dla ciebie tak źle, prawda? Masz cyrk, masz przyjaciół, masz pieniądze - zauważyła. Nie wspomniała o tym, że ma też żonę, bo jak dla niej to akurat nie był dobry aspekt jego życia. Według niej byłby o wiele szczęśliwszy jako kawaler, czy rozwodnik.
    Opuszkami wolnej ręki zaczęła badać jego żyły na dłoni, którą trzymała. Automatycznie, naturalnie. W tym momencie nie myślała o tym, że zaciągnięcie go do łóżka nie byłoby złą opcją. Chciała po prostu go jakoś pocieszyć, dać mu znać, że nie jest sam i może na nią liczyć.

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie zgadzała się z jego słowami. Według niej trzeba było spełniać swoje marzenia, nawet jeśli wydawały się one odległe. Marzyła o sławie, o zwiedzaniu świata. Nie zadowoliło ją spokojne życie, w którym miała "wszystko". Zaryzykowała, zrobiła ten jeden przełomowy krok i dopiero dzięki temu byłaby szczęśliwa. Gdyby nie to, teraz spałaby obok swojego męża. Nie czułaby się zaspokojona po cotygodniowym seksie w pozycji misjonarskiej. Nie patrzyłaby na swojego syna z miłością jaką powinna czuć matkę. I cały czas zastanawiałaby się co by było gdyby.
    Miała mu o tym powiedzieć, ale odwrócił twarz. Był tak blisko. Czuła jak ją przyciąga, jak milimetry ich dzielące są przeładowane napięciem. Była gotowa zrobić ten pierwszy ruch, już miała drgnąć, gdy... obrócił się. Tak po prostu. Jeszcze przez chwilę trwała w tej pozycji, po czym znów wróciła głową na jego ramię, czując rozgoryczenie. Momentami zastanawiała się, czy w ogóle go pociąga, czy jest dla niego dość ładna. Jakim cudem facet nie interesował się kobietą, która wysyłała mu tyle sygnałów?
    - Zostań - poprosiła go, ściskając trochę mocniej jego dłoń. - Opowiedz mi o swoich marzeniach - powiedziała, patrząc w dal i próbując odgonić od siebie te wszystkie negatywne myśli, rozczarowanie. Nie chciała pozwolić mu teraz odejść. Nie, gdy szczerze rozmawiali. Nie chciała też zostać sama, bo wiedziała, że wtedy jej myśli eksplodują. Bywała samotna, jak każdy.

    OdpowiedzUsuń
  47. Zaśmiała się krótko, choć tylko jemu wydawało się, że atmosfera wróciła do normy. Potrafiła udawać, kryć emocje. Przecież nikt nie lubił odrzucenia. Nie mogła się z tym pogodzić zaledwie w kilka sekund. Wolała jednak być dalej jego przyjaciółką, niż zacząć go unikać. Była święcie przekonana, że kiedyś przejrzy na oczy.
    Słuchając go, wyobraziła sobie to wszystko. Małego Oliviera na jachcie, otoczonego ze wszystkich stron morzem. Niewątpliwie dla dziecka była to ogromna przygoda i aż mu tego pozazdrościła. Dla niej przygodą była przejażdżka do sąsiedniego miasta.
    - Moje marzenie się spełnia. Wyrwałam się z tamtego miasta, robię coś co kocham, nie ginę w tłumie - nie musiała długo myśleć nad odpowiedzią. Największe jej marzenie właśnie stawało się coraz bardziej realne. Teraz wszystko inne co pojawiało się w jej głowie było tylko małymi pragnieniami.
    - Dlaczego nie wróciłeś na ten jacht, tylko założyłeś cyrk? - zadała mu kolejne pytanie, bo jego "ględzenie" rzeczywiście było ciekawe. Na pewno ciekawsze od jej słów. Poza tym nie rozumiała dlaczego nie podążył za głosem serca. Gdyby chociaż robił coś w tym kierunku, a nie... Wybrał biznes, który praktycznie uniemożliwiał mu zrealizowanie dziecięcych snów. Przecież nie mógł zostawić trupy. Ewentualnie sprzedać, ale czy byłby do tego zdolny? Przecież to była jego rodzina.

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie twierdziła, by jej marzenie było spełnione, bo ono wciąż się działo, żyła nim. Ale by nie komplikować można było to tak ująć. Zresztą, to był tylko mało istotny szczegół. Zamiast poruszyć tę kwestię skupiła się na jego słowach. Wolała nie poruszać tematu Isabel, by nie psuć atmosfery, ale skoro już zaczął...
    - Kochałeś? - powtórzyła zaintrygowana. Nie mogłaby nie zwrócić uwagi na to, że użył czasu przeszłego. Czyżby jego płomienne uczucie zaczęło wygasać? Miała szczerą nadzieję, że tak jest. Nie zasługiwała na jego miłość. - Co byś zrobił, gdybyś wiedział, jak teraz będzie wyglądało twoje życie? - spytała go. Ona niejednokrotnie myślała o tym by zmienić swoją przeszłość. Ale to było zanim trafiła tutaj. Teraz wiedziała, że wszystkie decyzje w życiu kierowały ją do tego miejsca. Nie wszystko było tak jak powinno, ale i tak nie miała dłużej na co narzekać. - Gdybyś miał teraz możliwość, zamieniłbyś to wszystko na jacht? - zadała kolejne pytanie, choć wiedziała, że nie jest to łatwy temat. Trudno było gdybać "co jeśli", ale każdy tak czasem robił. Była pewna, że niejednokrotnie zastanawiał się jak mogłoby wyglądać jego życie.

    OdpowiedzUsuń
  49. Ona była jedną z tych osób, które uszczęśliwił. Nie należała do dziwolągów, odrzuconych, bez dachu nad głową, czy perspektyw. Miała wszystko, ale nie mogła nic. I dopiero nie mając nic, mogła wszystko. Uratował ją przed wiecznym rozczarowaniem, goryczą, która pozbawiłaby ją chęci do życia. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego ile dobra zrobił i właściwie miała go za porządnego faceta. Każdy popełniał grzechy, ale nie każdy dawał innym tyle radości.
    - To dobrze. I wiem doskonale o czym mówisz. W końcu jestem jednym z tych twoich dziwolągów - powiedziała, posyłając mu figlarny uśmiech i zerkając na niego.
    Zamyśliła się na chwilę, rozważając jego słowa o Isabel. Nieco mocniej ścisnęła jego dłoń, patrząc na ich splecione palce. Zdecydowanie różniły się od siebie. Po jego widać było, że ciężko pracował, jest silny i swoje przeżył. Jej dłoń była zaś drobna, delikatna, jakby nigdy w życiu nie musiała niczego zrobić.
    - Jesteś pewien? Wciąż tak samo mocno i bezgranicznie ją kochasz? Nie czujesz czasem, że... to już nie jest to? - kontynuowała temat. Spokojnie, jakby od niechcenia, ale nawet nie wiedział jak bardzo jej zależało na jego odpowiedzi. W końcu się zawahał.

    OdpowiedzUsuń
  50. Wbrew pozorom to Olivier nie zmieniał się na przestrzeni lat. Ona, choć może wciąż fizycznie piękna i młoda, z każdym rokiem ich wspólnego życia, stawiała sobie nowe priorytety, nowe cele do osiągnięcia, gdzie miłość spadała na dalszy plan. Powoli i niemal niezauważenie. Mogli mieć naprawdę wspaniałą przyszłość, ale Isabel to nie wystarczało. Samo uczucie, wręcz wywoływało ciarki na skórze, na myśl, że będzie zależna od męża, że głupie serce mogłoby dyktować jej czynami. Dlatego wolała robić swoje, dając Olivierowi z ludne wrażenie tego, że nic, pomimo upływu czasu nie zmienia się w ich stosunkach. I trzeba jej przyznać odgrywała swoją rolę wybitnie.
    Zaintrygowana zachowaniem męża, powoli przekręciła się na łóżku, by spojrzeć na niego z niekrytym zdumieniem. Musiała się powstrzymać przed złośliwym uśmieszkiem, który wprost cisnął jej się na usta, widząc, że Olivier wykazywał jakąś inicjatywę i zaangażowanie. Coś się w końcu działo!
    - Czy słyszysz sam siebie Olivier?...- wywróciła oczami, podpierając głowę na ręce, by łatwiej było jej patrzeć na męża.- Robisz ze mnie kogoś, kim oboje wiemy, że nie jestem. Mówisz rzeczy, których w rezultacie później będziesz żałował. Naprawdę... Naprawdę to właśnie o mnie myślisz?- spod kurtyny długich rzęs, wyłoniło się pełne bólu spojrzenie przeszklonych oczu, w odpowiedzi na jego smutny wzrok i ból wypisany na twarzy. Miał zamiar roztkliwiać się nad ich przeszłością i wspólną przyszłością? Proszę bardzo! Mogła to robić dwa razy lepiej od niego.
    - Trudno żebym wciąż była tą dziewczyną. Sam wiesz... przez co przeszłam... Przez co razem przeszliśmy... Najwidoczniej jednak wydawanie osądów na mój temat przychodzi Ci najłatwiej.
    Z łamiącym się głosem, przeszklonymi oczami, posłała mu krótkie, zbolałe spojrzenie, by zaraz odwrócić się do niego plecami. Znów dawała mu do zrozumienia, że to jego wina, że to On jak zwykle ją rani. Pewnie też znów pójdzie do swojej ulubienicy, Madison, która będzie na niego czekała z otwartymi ramionami i nie tylko. Isabel nie była głupia. Może i męża już nie kochała, ale nie zamierzała go nikomu oddawać. Nie była nawet pewna, czy faktycznie chodziło tylko o cyrk. Dlatego tym dotkliwiej budowała napięcie i poczucie winy w Olivierze.
    Pociągnęła nosem i skuliła się na łóżku, by wyglądać bardziej dramatycznie. Proszę, potrafiła nawet płakać na zawołanie.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  51. Electra wybrała samotność, czego większość pracowników cyrku nie rozumiała; po raz pierwszy w życiu mogli być tutaj naprawdę sobą, zaznawali ciepła rodzinnego, z którym wcześniej nigdy nie mieli do czynienia. Ona natomiast dobrowolnie z tego rezygnowała, trzymając się na uboczu, zachowując bezpieczny dystans od kolorowych, pełnych indywidualności artystów. Nie była pewna tylko, czy robiła to dla dobra samej siebie, czy innych.
    Nie wtrącać się. Nie zacieśniać więzi. Jej życie było przez to pustsze, ale o wiele prostsze. Nie potrafiła jednak ocenić, czy cena była tego warta.
    Electra wzruszyła ramionami, nie odpowiadając. Wiedziała, że go to nie interesowało, nie tak naprawdę, ale nie chciała, by przez nią zaczął wątpić w swój własny obraz, który stworzył w głowie.
    - Nie musisz martwić się o występ, jeżeli boisz się, że brak snu źle na niego wpłynie. Dam sobie radę - zapewniła go Electra, upijając łyk gorzkiej kawy. Nie do końca wiedziała, jak powinna się zachowywać; był jej szefem, ale nie traktowała go jak przełożonego, raczej jak każdego. Po prostu od dawna dłużej z kimś nie rozmawiała i nie była pewna, co ma ze sobą zrobić.
    - Sen niesie ze sobą tylko koszmary. Niewarto zaznać odpoczynku, jeśli na ciebie czekają - powiedziała cicho, mocząc kawałek szmatki w wodzie. Przysunęła miękki materiał do twarzy Oliviera i starła plamę niebieskiej farby z jego policzka.
    - Znowu malowałeś morze?
    Może Electra trzymała się na uboczu, nie dopuszczając nikogo do siebie, ale obserwowała wszystkich wnikliwie i dużo wiedziała na ich temat. Czasami znała ich lepiej, niż nawet oni samych siebie.

    Electra

    OdpowiedzUsuń
  52. Czekała na jego odpowiedź z pewną niecierpliwością. Chciała wiedzieć, czy będzie z nią w tej kwestii szczery, a jeśli tak - to jaka jest prawda. Przecież nawet największe uczucia czasami wygasały. Ale niestety, sprawnie wykręcił się od podania większej ilości szczegółów, tych na których jej zależało. Bo dlaczego się nie dogadywali? Co było nie tak? Logiczne, zdradzała go. Ale o tym nie wiedział. Czyżby to nie był ich jedyny problem? Nie chciała go jednak zamęczać kolejnymi pytaniami, by nie uważał jej za wścibską. Już i tak wiele jej dziś powiedział.
    Przeciągnęła się i przymknęła oczy, gdy zapytał o męża. Przez chwilę milczała.
    - Traktował mnie jak królową - odparła spokojnie i uśmiechnęła się delikatnie na wspomnienie męża. Był dobrym człowiekiem. Wiedziała, że kocha ją bezwarunkowo, że zrobiłby dla niej wszystko, że pragnie tylko ich wspólnego szczęścia. Teraz jednak był już jedynie wspomnieniem. - Po prostu go nie kochałam. Nie potrafiłam tak żyć. Nie nadaję się na kurę domową. Pragnęłam czegoś więcej, jakichś emocji, zmiany. Do tego małżeństwa nigdy nie powinno dość, ale zgodziłam się, bo wszyscy mówili mi, że lepiej trafić nie mogłam - wzruszyła ramionami. Nie mówiła o tym często, bo nie twierdziła, że jest o czym mówić. To przeszłość. Odległa, od której dawno już uciekli tym pociągiem.

    OdpowiedzUsuń
  53. Jej życie nie było dokładnie zaplanowane. Znała jego zarys, ale wtedy nie wiedziała, że może ono w ogóle inaczej wyglądać. Mogła jednak sama wybrać sobie męża, uczelnię na którą poszła, nawet dziecko sobie wybrała! Tylko, że to nie było to.
    - Przeszłość nie usprawiedliwia teraźniejszości - stwierdziła na jego słowa o Isabel. Nie ważne jak bardzo była zraniona, powinna chcieć być lepszym człowiekiem. Czy można uniewinnić mordercę tylko dlatego, że miał problemy jako dzieciak? Poza tym Maddie wiedziała, że kobieta nie miała oporów jeśli chodzi o krzywdzenie ludzi. Prędzej czy później Olivier miał poznać prawdę, a wtedy niewątpliwie czekało go złamane serce i ogromny ból.
    - A ludzie się zmieniają. Powinniśmy przyglądać się im każdego dnia od nowa, by nie przegapić tej zmiany i nie widzieć wciąż osoby, której dawno nie ma - dodała jeszcze, podnosząc się z miejsca. Isabel mogła mu kiedyś pomóc. Mogła być cudowną osobą. Mogła go kochać. Ale to była odległa przeszłość. W tym czasie wydarzyło się wiele i zapewne ona, jak i on się zmienili. Nie powinno zatracić się w przeszłości.
    - Dziękuję - posłała mu szczery uśmiech, gdy założył na jej ramiona kurtkę. Otuliła się nią, a chwilę później otulał ją także Olivier. To było przyjemne. W takich chwilach jak ta kompletnie nie rozumiała, dlaczego wciąż jest z Isabel. Przecież był dobry.

    OdpowiedzUsuń
  54. [Gif taki wspaniały :3 Paczam na niego zamiast odpisywać.
    Poza tym, coraz bardziej podoba mi się Olivier i jak go prowadzisz ;).Ja się usilnie staram z Is robić jędzę w każdym przypadku.]

    Może powinna go wtedy uderzyć, wykrzyczeć wszystko to co przez lata kumulowało się w zranionej duszy pozbawionej nadziei na szczęśliwsze chwile. Poznałby prawdę o jej beznadziejnym dzieciństwie, o tym czym później się zajmowała... Czy jednak wtedy by ją pokochał, a nie zwyczajnie zostawił, bojąc się rzeczywistości na jej temat, którą przed nim odkryła? Nie mogła tego wiedzieć, dlatego też nie chciała ryzykować. Nie należało kusić losu, a niektórych spraw, jak choćby uczucia wystawiać na tak ciężkie próby. Olivier mógłby ją wtedy zostawić. I kto wie jak mogłaby w takich okolicznościach skończyć.
    Przez lata nauczyła się jednak nie przejmować obelgami i słowami innych. Zaznała wystarczająco wiele upodlenia w młodości, by znaleźć metodę, jak się na nie uodpornić. Już jako buntownicza nastolatka powzięła sobie za cel, by nie dać się więcej razy zranić, na pewno nie przez żadnego mężczyznę. Poznała Oliviera, który wydawał się być idealny, zakochali się. Najgorszy i najpiękniejszy scenariusz zarazem.
    - Nie.- w jednej chwili Isabel odwróciła się do męża, a w jej głosie było słychać panikę.- Nie możesz wyjechać i... i mnie tak zostawić. Olivier.- głos przybrał jeszcze bardziej zrozpaczoną barwę, a w jej oczach wypisany był strach, gdy dłońmi objęła z czułością twarz mężczyzny.- Możemy wszystko rozwiązać na spokojnie. Tutaj.
    Nie chodziło o zostawienie jej cyrku, o sam wyjazd, raczej obawa, że Olivier nie pojedzie sam, a zabierze ze sobą jej tutejszego wroga numer jeden- Madison. Nie mógł jej tego zrobić. I nawet jeśli jej podejrzenia daleko odbiegały od prawdy, musiała je zabić w zarodku. Mogła nie być dobrą i wierną żoną, ale Olivier był Jej mężem i z jakiś dziwnych, egoistycznych pobudek nie mogła pozwolić by ktoś jej go zabrał. Nie zamierzała się dzielić, nie Nim, nawet jeśli dla niej już dawno przestał być to związek dwójki kochających się ludzi.
    - Możemy być szczęśliwi... Możemy postarać się o dziecko. Możemy...- wymieniając w natłoku myśli wszystkie propozycje, aż zabrakło jej powietrza, stąd musiała wziąć głębszy oddech, po którym rozpłakała się na dobre. W tej chwili naprawdę się bała, że wszystko straci. Obiecała sobie wprawdzie, że nigdy więcej nie będzie przed nim płakać, ale była to zbyt skuteczna forma szantażu, by czasem się do niej nie uciec.- Proszę... Nie wyjeżdżaj. Nie zostawiaj mnie samej.
    Wtuliła się mocno w silne ramiona męża, w duchu licząc na to, że Olivier zaraz zmieni zdanie, wymyślą jakiś sposób załagodzenia problemu i będzie koniec z całą tą dramaturgią, a ona będzie mogła spokojnie pójść spać.
    Cholera, dlaczego to wszystko było takie trudne?

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  55. Mógł mówić, że kocha tylko ją. Mógł zapewniać, że nigdy by jej nie zdradzi. Mógł mówić, że Madison to tylko przyjaciółka, ale Isabel i tak pełna byłaby wątpliwości. Nie chodziło może o samego Oliviera, bo i owszem, nie podejrzewałaby o takie zachowanie swojego męża, ale poznała tancerkę na tyle, by wiedzieć, że dla niej ich małżeństwo niewiele znaczyło. Chciała Olviera. Chciała odkąd tylko się tutaj pojawiła. Od tamtej chwili subtelnie czarowała go, zdobywała jego sympatię, by w końcu przekonywać do swoich racji i pragnień. Isabel była przeciwna jej osobie w cyrku od samego początku. Przyszła z niczym. Bez talentu, tylko z ładną buzią i pokaźnym biustem, a jej głupiutki mąż dał się złapać na to już wtedy. Jak mogła być pewna, że z czasem nie dojdzie do czegoś znacznie większego? Oh, ta zołza Madiosn bez wątpienia chciała zająć jej miejsce. Jak mógł być tak ślepy, by wierzyć w jej szczerą i bezinteresowną przyjaźń?
    Olivier, czemu Ty nigdy niczego nie widzisz?!
    - Na morzu?! Na tydzień?!- ból i rozpacz zniknęły w przeciągu sekundy, zastąpione niesamowitymi pokładami rozgoryczenia i złości. Choć policzki wciąż były mokre od łez, to zniknęły przeszklone oczy, które teraz rzucały wręcz lodowate spojrzenie na męża. To nie ona była beznamiętna, to Olivier cały czas był taki sam. Nijaki.
    - Co Ty mówisz Olivier! Jakie morze do cholery!
    Choć w pierwszej chwili miała ochotę uderzyć pięściami w jego tors, bałagajac by się opamiętał i zastanowił nad tym co robi, ale ostatecznie się powstrzymała. Wstała tylko z łóżka, podchodząc do okna, jakby nie mając teraz ochoty zupełnie na niego patrzeć.
    Zachciało mu się teraz podróży!
    - Na morzu wszystko się może zdarzyć.- mruknęła cicho, chyba bardziej do siebie, niż męża, Obejmując ramiona dłońmi, skulona wpatrywała się bezmyślnie w widok za szybą.- Naprawdę nie wiem Olivier co mam Ci powiedzieć. Wydaje się, że chyba w niczym już nie jestem dobra i Tobie potrzebna. Świetnie.- burknęła rozkładając ręce, wciąż jednak stojąc do niego plecami. Była szczerze zirytowana, wciąż jednak winę za wszystko zrzucając na niego. I jeszcze ten niespodziewany wyjazd...
    - Widocznie nie ma już niczego, w czym Twoja przyjaciółeczka nie byłaby ode mnie lepsza. Oczywiście. Wyjeżdżaj. Odpoczywaj ode mnie i wszystkiego co razem mamy. Tak jest przecież najłatwiej Olivier!- odwróciła eis tylko po to, by spojrzeć na niego w bardzo wymowny, chłodny sposób. I chociaż wydawała się w tej chwili wyjątkowo spokojna, to sam słyszał przed chwilą, jak bardzo się uniosła na jego pomysł o odpoczęciu od siebie na jakiś czas.- Najprościej zwyczajnie uciec od problemu...
    Dlaczego Bóg stworzył mężczyzn takimi idiotami?...

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  56. Zupełnie jej się to nie podobało. Olivier się zmieniał, najprawdopodobniej pod wpływem słówek swojej ukochanej przyjaciółki. Już nie był tak uległy, zaczynał walczyć o swoje, co choć z jednej strony niesamowicie się jej podobało, to jednak zdawała sobie również sprawę, że rodzi to problemy. Najwyższa pora, by w końcu dorósł i zobaczył, jak bardzo świat wokół niego jest fałszywy. Może wtedy mogłaby powiedzieć mu prawdę.
    Wszyscy kłamali. Tu nikt nie był święty
    Spojrzała na niego nieufnie. Nie uwierzyła mu choćby przez chwilę. Zgrywał zmęczonego, mówił, że potrzebuje odpoczynku i nagle ją obwiniał o wszystko. O cyrk, w który włożył tyle serca i który szczerze pokochał, ale przecież to był Jej pomysł, a więc jak zwykle coś złego w swojej prawdziwej naturze. Wiedziała, że nie pojedzie sam. Nie chciała się już kłócić, robić scen, ale przeświadczenie podpowiadało jej, że coś nie pasuje w tym wszystkim.
    Świetnie Olivier... Jeszcze popamiętasz.
    Miała tydzień. Siedem dni na to, by utrzeć obojgu nosa. Pokazać wszystkim, że choć to ją nieustannie obwiniają, że choć ona jest na ustach wszystkich, winne są dwie z pozoru niegroźne osoby. Zamierzała pokazać wszystkim, jak bardzo jest zraniona faktem, że mąż wyjechał z inną. Prezentować postawę idealnej żony, która nie radzi sobie sama z tym wszystkim. W końcu ludzie ją pokochają i przejrzą na oczy. Jeżeli to nie wystarczy, wymyśli i coś więcej. Sprawi, by Olivier nie był już dłużej ukochanym szefem wszystkich. Ona przecież nadawała się do tego znacznie lepiej.
    Trudno, Charles będzie musiał też przeżyć ten tydzień w odosobnieniu. Pomimo ogromnego pragnienia, zrodzonego w chwili oznajmienia jej o wyjeździe, by kochanek niejako zamieszkał w ich sypialni, wiedziała, że musi niestety poświęcić własne, czcze namiętności i kaprysy, na rzecz większego dobra. Nie pozwoli się upodlić po raz kolejny. Na pewno nie Olivierowi.
    - W porządku.- już spokojnym głosem, odważyła się na blady uśmiech, który wciąż miał dawać mężowi do zrozumienia, że tak naprawdę nic nie wygląda dobrze. Niech wyjedzie z przemożnym poczuciem winy, niech ma nieustannie przed oczami obraz swojej zapłakanej, zranionej żony.- Tylko wróć do mnie.
    Wtuliła się ponownie w jego ramiona, oddychając spokojnie.
    A więc wszystko ustalone.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  57. Gdy zaproponował jej rejs, była pewna, że żartuje. Po pierwsze dlatego, że miał cyrk na głowie. Nie mógł chyba zostawić go tak po prostu na tydzień. Po drugie, na wyprawę po morzu jechało się albo samotnie, by odpocząć od świata, albo z ukochaną. W jego wypadku, jakby na to nie patrzeć ukochaną była Isabel, nie ona. A może...? Może w końcu przejrzał na oczy. Może zaczynał rozumieć, że jego żona to zwykła suka i marnuje z nią swoje życie, siebie. Nie potrzebowała długich namów. Zgodziła się niemal natychmiast. Przecież taki wyjazd miał same pozytywy. Zobaczy coś nowego, przeżyje przygodę, a co więcej - spędzi cały tydzień z Olivierem. Nie bez powodu spakowała najlepsze komplety bielizny. Wiedziała, że tak po prostu się na nią nie rzuci, gdy żona zniknie za horyzontem, ale miała nadzieję, że w ciągu tych kilku dni zmieni zdanie. Warto też wspomnieć o plusie jakim było utarcie nosa Isabel. Bo choć Olivier starał się ją ukryć, to musiała się domyślić, że zniknięcie Madison w tym samym czasie co Oliviera musi oznaczać, że zabrał ją ze sobą. Cyrk był duży, plątało się tam mnóstwo osób, ale i tak łatwo było zauważyć brak kogoś, kogo chciało się znaleźć.
    Usłyszawszy jego słowa o komplikacjach, uniosła jedynie brew i posłała mu znaczące spojrzenie. Całe jego małżeństwo było jedną wielką komplikacją, ale nie chciała tego komentować. Chyba w ogóle wolała nie wspominać o jego żonie. To miał być ich wyjazd.
    - Od chwili, w której mi ją zaproponowałeś - powiedziała, posyłając mu uśmiech. To był jeden z tych ładniejszych uśmiechów, których nie rzucała od tak. - A ty? Wyglądasz na wykończonego, a nie zrelaksowanego - spytała z troską, patrząc mu w oczy. Wiedziała ile pracuje, że przez cyrk jest wiecznie zmęczony. Należał mu się ten urlop.

    OdpowiedzUsuń
  58. Widać ich plany co do tej podróży nieco się od siebie różniły. Madison była uparta, jednak nie chciała też, by Olivier zrobił coś wbrew sobie. Chciała by jej pragnął, ale nie tylko przez chwilę. Chciała, by nie żałował swojej decyzji, jeśli do czegoś by między nimi doszło. A przede wszystkim chciała, by zrozumiał, że Isabel nie jest dla niego odpowiednią kobietą. W sumie chyba po raz pierwszy w swoim życiu nie była egoistką. Nie chciała po prostu się z nim przespać, czuć satysfakcję i tyle. Naprawdę chciała, by Olivier zmienił swoje życie na lepsze, by nie cierpiał i odnalazł swoje szczęście na nowo. Gdyby chodziło jej tylko o seks, cóż... Chyba byłaby jeszcze bardziej bezpośrednia. I chyba nie byłoby mu tak łatwo ją odtrącić. Ale wtedy wyrzuty sumienia by go zagryzły.
    - Nie przejmuj się cyrkiem. I tak już wszyscy są tam szaleni - powiedziała wesoło.
    Kiedy wypłynęli, przez dłuższy czas po prostu podziwiała oddalający się od nich ląd. Było to niesamowite przeżycie. Nagle zostali otoczeni tylko przez wodę, fale rozbijały się o jacht. Jedyną oznaką cywilizacji był nikły zarys gór, które coraz bardziej rozpływały się. To było piękne.
    W końcu zdecydowała się podejść z powrotem do Oliviera. Teraz to jemu zaczęła przyglądać się w milczeniu. Dopiero kiedy na nią spojrzał, posłała mu kolejny cudowny uśmiech.
    - Spełniasz swoje małe marzenie. Jesteś szczęśliwy? - spytała, nie odrywając od niego wzroku.

    OdpowiedzUsuń
  59. Choć wszystko było piękne, morze nie było miejscem dla niej. Wolała być pośród ludzi, nawet jeśli zazwyczaj głównie obserwowała zamiast się z nimi integrować. Poza tym pewnie tęskniłaby za tańcem. W ciągu tych kilku miesięcy stało się to jej największą pasją i nie potrafiłaby z tego zrezygnować. Potrzebowała też podziwu innych. Uzależniła się od tego.
    Zauważyła, że się zmienił i to zdecydowanie na lepiej. Z promiennym uśmiechem, iskrami w oczach i spokojem wymalowanym na twarzy. Nie mogła też nie zauważyć, że pokazał tors. Poświęciła tej części jego ciała dobre kilka chwil, podczas których przyglądała się z uznaniem i bez skrępowania. Po co miałaby ukrywać, że się jej podoba?
    - Jeśli będziesz taki wesoły, to nawet dwa tygodnie wytrzymam - przytaknęła rozbawiona. Oparła się o barierkę i wychyliła lekko, by widzieć jak fale rozbijają się o statek.
    - Ważniejsze pytanie, czy ty dasz sobie radę. Potrafię być nieznośna - zerknęła na niego przez ramię, uśmiechając się beztrosko. O jej zdolnościach do marudzenia i narzekania najlepiej wiedział jej mąż.

    OdpowiedzUsuń
  60. Isabel zaśmiała się, wydawać by się mogło całkiem szczerze, słysząc o Saphe, która miałaby jej pilnować. Oczami wyobraźni widziała już kobietę, która niczym jej prywatny ochroniarz, czy jak kto woli, wierny pies, chodziła krok w krok za nią, by być pewną, że żona szefa przypadkiem czegoś nie zmajstruje.
    - Nie traktuj mnie jak małej dziewczynki! Dam sobie świetnie radę.- uśmiechnęła się do niego, a gdy poszedł do łazienki, stała jeszcze chwilę przy oknie, wpatrując się w ciemność nocy, która powoli obejmowała całe ich obozowisko. Ktoś jeszcze rzucał sprośne żarty, ktoś głośno krzyczał w pijackiej ekscytacji, gdzieś jeszcze paliły się pojedyncze światła. To był cyrk, którego zapragnęła pewnej nocy będąc w erotycznym i alkoholowym uniesieniu. Kto by pomyślał, że pomysł rzucony w takich okolicznościach, zaowocuje spektakularnym wręcz spełnieniem marzeń.
    Gdy Olivier wrócił do sypialni, Is leżała już naga pod kołdrą, w ciszy i zupełnej ciemności, czekając na to, aż mąć do niej dołączy. Skoro i tak postanowił, że wyjedzie, warto było zadbać, by ich ostatnie wspólne chwile razem były idealne. W razie wypadku, gdyby zachciało mu się szaleć, gdzieś na szerokim morzu. Wtedy sumienie, go dobije. W gruncie rzeczy, samej Isabel było zupełnie obojętne, co też mąż będzie tam wyprawiał. Zdradzi ją? Oh, będzie miała wtedy świetny argument na własną obronę. Jakkolwiek, by z resztą nie postąpił, Is i tak miała plan, jak być krok przed swoim niesamowicie kochającym, ale naiwnym mężem.
    - Nie.- pokręciła z delikatnym uśmiechem na ustach głową. Musiał przyznać, że wyglądała teraz niesamowicie kusząco.- Ufam Ci i jeśli to jest to, czego tak bardzo chcesz... Jeśli to sprawi, że będziesz szczęśliwszy, to chcę dla Ciebie jak najlepiej.- pocałowała go zupełnie delikatnie i czule, jakby dla potwierdzenia swoich słów i szczerości.- Wierzę, że wiesz, że tylko ja, tak naprawdę Cię kocham.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  61. [ Wydaje mi się, ze trudno będzie mi znaleźć jakiś w miare oryginalny pomysł, gdyż masz ju jak przeglądałam kilka fajnych wątków z tutejszymi cyrkówkami. Hym...w przeszłości Dubhe mogła mu podpalić obraz. W ten sposób narodziłby się niestety pomiędzy nimi pewnego rodzaju konflikt. Jako ze bylo to dawno to już nikt nie pamiętałby jak to wszystko się zaczęło ale jedno byłoby pewne- ci dwoje w jednym pomieszczeniu to jak bomba nuklearna w rękach dziecka. Dochodzi jeszcze do tego styl bycia lekki świrniętej Dubhe oraz jej "magiczne" praktyki, które niekoniecznie mogłyby podobać się Oliverowi. A do tego może jeszcze dojść fakt, że niestety rok czy dwa, po jednym z lepszych występów wylądowali razem w łóżku mężczyzny, zreszta niw pierwszy i nie ostatni raz. Czyli ogółem siw nie lubią, ale nie jest to taka czysta nienawiść bardziej nieakceptowany rodzaj fascynacji. No to rak z grubsza mój pomysł na relację. Jako ze widziałam iż Olivier znalazł już sobie kogoś do kochania to proponuje aby Dubhe stała się czymś odwrotnym + na ich nieszczęście z działającym w obydwie strony pociągiem fizycznym]

    Dubhe

    OdpowiedzUsuń
  62. Zaśmiała się, słysząc jego słowa. Też jej to przeszło przez głowę, ale nie chciała przywoływać Isabel. Nie chciała też przypominać jak negatywnie jest do niej nastawiona. Nie dość, że mogłaby go zdenerwować, to jeszcze przypomniałaby mu o problemach.
    - Cóż... Naprawdę cię podziwiam w tej kwestii - powiedziała rozbawiona. Nie potrafiła zrozumieć jakim cudem wytrzymywał z nią tyle. Przecież ona cały czas udawała!
    Nie podobało się jej, że tyle mówi o swojej żonie. Przecież mieli uciec od tego całego cyrku na ten tydzień, a on tymczasem już dwukrotnie wspomniał o Isabel. To źle świadczyło o jego uczuciach do niej. Przecież gdyby mu nie zależało, nawet nie wymówiłby jej imienia.
    - Świetny pomysł - przytaknęła wesoło. - Ale jak wyskoczysz za burtę, to ja na pewno nie będę zadowolona. Nie dość, że utknęłabym tutaj, to jeszcze straciłabym przyjaciela - stwierdziła. - Podobasz mi się taki rozluźniony - dodała i ponownie przebiegła spojrzeniem po jego ciele.

    OdpowiedzUsuń
  63. [Tak w zasadzie to ile lat już są małżeństwem? Wypadałoby wiedzieć xD]

    Przez tydzień wiele mogło się wydarzyć, to prawda, ale Olivier nie musiał się o nic obawiać. Isabel powzięła już postanowienie o tym, że będzie przez ten czas grzeczna, wyjątkowo grzeczna. Przez najbliższe siedem dni, będzie tryskać optymizmem, dobrocią i życzliwością, a ludzie ostatecznie ją pokochają. Gdy wróci, będzie musiał przeżyć niemałe zaskoczenie. Madison też.
    Z przyjaciółkami nie znika się nagle.
    Po latach spędzonych w burdelu, byciu wykorzystywaną i gnębioną, myślała, że nigdy już nie będzie w stanie czerpać przyjemności z fizycznej rozkoszy. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem Oliviera, który traktował ją jak porcelanową laleczkę- z należytą ostrożnością, delikatnością i czułością, na które przecież zasługiwała. I trzeba przyznać z początku szalenie jej się to podobało, czuła się w końcu wyjątkowa. Z czasem jednak jej charakter dał się we znaki i to już Isabel nie wytarzało. Chciała więcej, chciała czegoś innego, spróbować zakazanego owocu, by poznać smak tego co niedozwolone. Pojawił się Charles, tak zupełnie inny od Oliviera. Ponieważ podobało jej się mieć obu przy sobie, nie zamierzała rezygnować z żadnego, o ile los jej do tego nie zmusi. A chociaz zdecydowanie bardziej wolała towarzystwo kochanka, niż własnego męża, to jego jako pierwszego musiałaby odciąć od siebie i swojego życia. Z pewna dozą żalu, ale dla większego dobra, swojego, rzecz jasna. Nie była w nim zakochana, chociaż był świetny w łóżku i poznał ją tak dobrze, jak nikt dotąd. Charles po prostu rozumiał.
    Zaśmiała się słysząc komentarz męża i czując jego donie błądzące po jej nagim ciele. Rozkoszowała się przez chwilę namiętnymi pocałunkami, by potem z zalotnym uśmiechem na wargach usiąść okrakiem na mężczyźnie. Przesuwając dłońmi od torsu, aż na podbrzusze, delikatnie pochylała się nad mężem, by móc go kokietować przy jednoczesnym byciu w pewien sposób niedostępną. Przy każdej probie pocałunku, ostatecznie odsuwała się o kilka milimetrów, drocząc się z nim, rozpalając tym samym pożądanie. Lata praktyki zrobiły swoje. Is wiedziała jak podporządkować sobie mężczyzn w łóżku.
    - Już teraz tęsknię. Tak troszkę. Odrobinę.- wymruczała, ostatecznie wsuwając dłonie pod materiał bokserek.

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  64. [Ojej. To bardzo się cieszę. Nigdy nie brałam postaci z wolnych, bo się bałam, że nie podołam wizji twórcy, a tu taka niespodzianka. W takim razie chciałam zapytać, czy tworzylibyśmy jakiś wątek z moją słodzinką, czy jesteś za bardzo zarobiona?]

    Princess Elsa

    OdpowiedzUsuń
  65. [Okej. Tak, że hmmm.... Pomyślmy. Jeśli chodzi o relacje to ja bym widziała ich w świetnych relacjach. W końcu Elsa ma Olyviera za bohatera. Myślę, że stałby się tą osobą, której bezgranicznie ufa. Czuję, że Isobel się to tak średniawo spodoba, a Elsa oczywiście nie będzie rozumiała o co jej chodzi. Co ty na to?
    Jeśli jednak chodzi o konkretny wątek to chciałabym się pokusić o coś z niezbyt dalekiej przeszłości. Mam tu na myśli moment w którym się spotkali po raz pierwszy.
    Chętnie zacznę tylko powiedz mi czy może być coś takiego.]

    Elsa

    OdpowiedzUsuń
  66. [Łeeee, myślałam że dłużej, jak ona taka stara :<]

    Isabel nie zależało na ludziach. Nie zależało na niczyim współczuciu, niczyjej aprobacie. Kierowała swoim życiem według uznania, nie patrząc na innych. Dobrze było mieć jakiś przyjaciół, a raczej sojuszników na tej wyboistej drodze życia, ale nie ukrywajmy, kobieta nie chciała mieć żadnych zobowiązań, żadnej kuli u nogi, która ograniczałaby ją w zdobyciu celu. Marzenia z dnia na dzień zaś były coraz większe i liczniejsze, Is chciała więcej, chciała magii i nieprawdopodobnych zdarzeń, by krótki los na ziemskim padole, faktycznie był czymś wyjątkowym i w pełni szczęśliwym. Ale ona nigdy nie była szczęśliwa. Czy to sama, czy w objęciach Oliviera, czy nawet w rozkosznych chwilach z Charlsem. Isabel nigdy nie zaznała prawdziwej radości. Świetnie to jednak ukrywała pod maską uśmiechów, perlistego, rozkosznego śmiechu, łagodnym wyrazem twarzy. Robiła to tak perfekcyjnie, że zatracała się w tym wszystkim, chcąc wierzyć samej sobie.
    Nie rozumiała jednak, czym Olivier mógłby się cieszyć, czym zadowalać. Mieli cyrk, ale cóż z tego. Ich życie nie było tak wyjątkowe i spektakularne, jak wyobrażała sobie, gdy się pobierali.
    Blondynka westchnęła cicho, przymykając powieki, gdy mąż niezwykle sprawnie sprawnie zmienił swoje miejsce, a jego dłonie wędrowały po jej ciele, dokładnie tam gdzie powinny, by pozowali zaznać jej odrobiny rozkoszy. Mimo to, nie było w tym wszystkim dzikiego pożądania, raczej oczekiwanie na nieuniknione. Isabel po prostu, chciała by Olivier wyjechał usatysfakcjonowany, zwyczajnie za nią tęsknił. Robiła gorsze rzeczy. względem męża miała przynajmniej odrobinę uczucia.
    - Mam Cię nie męczyć? Czym innym miałabym się w takim razie zająć...- uśmiechnęła się leniwie, z pewną dozą tajemniczej złośliwości. Mogła wzdychać, krzyczeć z rozkoszy, zapewniać go o najlepszym zaspokojeniu jej wyuzdanych erotycznych potrzeb i nigdy nie poznałby się co jest prawdą, a co kłamstwem. Ważne było tylko utrzymanie Oliviera przy sobie, z wiarą w ich związek. Szczęśliwy, rzecz jasna.- Na co masz w takim razie ochotę?
    Z lubieżnym uśmiechem na wargach, przesunęła po nich językiem. Być może wszystko było dokładnie ukartowane?

    [Meeh, bez przesady. Mnie i tak nie było, bo piątek, piątunio <3]

    Isabel

    OdpowiedzUsuń
  67. 40 yr old Office Assistant IV Taddeusz Matessian, hailing from Brossard enjoys watching movies like Blood River and Flower arranging. Took a trip to Palmeral of Elche and drives a Ferrari 250 GT SWB Speciale Aerodinamica. Kliknij ten link

    OdpowiedzUsuń